Chłopcy z Placu Broni

wciąż poruszał się wesoło, przyciągając uwagę kilku chłopaków z pierwszych ławek. Pozostali wyglądali przez okna, z których widać było dachy sąsiednich domów. W oddali, na zegarze ko- ścielnej wieży połyskującej w złotym południowym słońcu, duża wskazówka wspaniałomyślnie przesunęła się w kierunku liczby dwanaście. Kiedy wyglądali przez okna, wraz z muzyką do sali docierały inne głosy. Piszczały klaksony przejeżdżających po- wozów, na jednym z podwórek służąca podśpiewywała melodię odmienną od tej, którą grał kataryniarz. Cała klasa zrobiła się niespokojna. Niektórzy grzebali w książkach na swoich ławkach, ci bardziej porządni wycierali stalówki piór. Boka zamknął fute- rał z czerwonej skóry na mały kałamarz kieszonkowy, urządze- nie tak sprytnej konstrukcji, że atrament nigdy się z niego nie wylewał, z wyjątkiem sytuacji, gdy chowało się je do kieszeni. Csele 3 zebrał luźne kartki, które służyły mu za książki, ponie- waż Csele, będąc elegantem, nie zwykł trzymać pod pachą całej swojej biblioteki, jak inni, ale przynosił tylko niezbędne strony, starannie rozprowadzając je po wszystkich zewnętrznych i we- wnętrznych kieszeniach; Csónakos 4 w ostatniej ławce ziewnął jak znudzony hipopotam; Weisz 5 wywrócił kieszenie na lewą stronę i wysypał wszystkie okruszki pozostałe po babeczkach, które podjadał kawałek po kawałku z kieszeni między dziesiątą a pierwszą. Geréb 6 zaczął szurać nogami pod ławką, jakby miał zaraz wstać; Barabás 7 bezceremonialnie rozłożył na kolanach ceratę, układając na niej książki według rozmiaru, a następ- nie ściągnął ją rzemykiem tak mocno, że ławka zaskrzypiała, a on sam poczerwieniał – w skrócie, wszyscy szykowali się do wyjścia i jedynie nauczyciel nie uświadamiał sobie, że za pięć 3 Csele – czytaj „czele”. 4 Csónakos – czytaj „czonakosz”. 5 Weisz – czytaj „wejs”. 6 Geréb – czytaj „gereb”. 7 Barabás – czytaj: „barabasz”. 6

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2