Chłopcy z Placu Broni

minut będzie po wszystkim. Spoglądał łagodnie ponad głowami młodzieńców i rzekł: – Co się dzieje? Zapadła cisza. Martwa cisza. Barabás puścił rzemień, Geréb wsunął nogi pod siebie, Weisz poprawił kieszenie, Csónakos za- słonił usta dłonią, żeby ukryć ziewnięcie, Csele zostawił kartki w spokoju, Boka szybko schował czerwony kałamarz, z którego natychmiast po kontakcie z kieszenią zaczął wyciekać piękny, niebieski atrament. – Co się dzieje? – powtórzył nauczyciel, a wszyscy siedzieli bez ruchu. Potem spojrzał w okno, przez które radośnie dobie- gała melodia, jakby nie podlegając szkolnej dyscyplinie. Ale nauczyciel spojrzał surowo w kierunku katarynki i powiedział: – Csengey 8 , zamknij okno! A Csengey, znany jako mały Csengey, prymus z pierwszej ławki, wstał i podszedł do okna, aby zamknąć je z poważną, surową miną. W tym samym momencie Csónakos wychylił się z ławki i szepnął w stronę małego, jasnowłosego chłopca:  – Uważaj, Nemecsek 9 !  Nemecsek odwrócił się i spojrzał na podłogę. Obok niego toczyła się kulka papieru. Podniósł ją i rozwinął. Po jednej stro- nie napisane było: Podaj do Boki! Nemecsek wiedział, że to tylko adresat, a właściwy list znaj- duje się po drugiej stronie kartki. A Nemecsek zdecydowanie był człowiekiem honoru i nie chciał czytać listu skierowane- go do kogoś innego. Zwinął więc papier w kulkę, poczekał na 8 Csengey – czytaj: „czengej”. 9 Nemecsek – czytaj: „nemeczek”. 8

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2