Chłopi
16 jesień Stali wszyscy dokoła pochyleni i patrzyli bez oddechu. – Za późno! Oho, bydlątko ostatnią parę puszcza – rzekł uroczyście Ambroży. – Nic to, ino paskudnik 10 albo i co innego… trza było zaraz, kiej zachorzała…ale te baby to ino juchy do płakania są mądre, a jak trza radzić, to w bek kiej owce. – Splunął pogardliwie, obszedł krowę, zajrzał jej w oczy, przyjrzał się ozorowi, obtarł zakrwawione ręce o jej miękką, lśniącą skórę i zabierał się do odejścia. – Na ten pochowek dzwonił nie będę, zadzwonita w garki sami. – Ociec z Antkiem! – krzyknęła Józka i wybiegła na drogę naprzeciw, bo głuchy, ciężki turkot rozległ się z drugiej strony stawu, gdzie z rozczerwienionej zorzami zachodu kurzawie czerniał długi wóz i konie. – Tatulu, a to…graniasta już zdycha – wołała, dobiegając do ojca, który skręcał właśnie na tę stronę stawu. Antek szedł w końcu i podtrzymywał, bo wieźli długą sosnę. – Nie pleć byle czego po próżnicy – mruknął podcinając konie. – Jambroży puszczali krew i nic… i wosk topiony lali jej w gardziel i nic… i sól… i nic… pewnie paskudnik…Witek pedał, co borowy wygnał ich z zagajów i co granula zara się pokładała i stękała, jaże ją i przygnał… – Graniasta, najlepsza krowa, ażeby was, ścierwy, pokręciło, kiej tak pilnujecie! – rzucił lejce synowi i z batem w garści pobiegł przodem. Baby się rozstąpiły, a Witek, który cały czas coś najspokojniej majstrował pod cha- łupą, skoczył w ogród i przepadł ze strachu, nawet Hanka podniosła się na progu i stała bezradna, strwożona. – Zmarnowali mi bydlę!… – wykrzyknął wreszcie stary, obejrzawszy krowę. – Trzysta złotych, jak w błoto! Do miski to ścierwów aż gęsto, a przypilnować nie ma kto. Taka krowa, taka krowa! A to człowiek ruszyć się z domu nie może, bo zaraz szkoda i upadek… – Dyć ja od połednia samego byłam przy kopaniu – tłumaczyła się cicho Hanka. – A bo ty co kiej widzisz! – krzyknął z wściekłością. – A bo ty stoisz o moje!…Taka krowa, taki haman 11 , że i drugiej nie w każdym dworze by znalazł! Wyrzekał coraz żałośniej i obchodził ją, próbował podnieść, ciągał za ogon, zaglądał w zęby, ale krowa dyszała chrapliwie i coraz ciężej, krew przestała płynąć, tylko krzepła w czarne, spieczone żużle – wyraźnie już zdychała. – Nie ma co, ino ją trza dorznąć, choć tyla się wróci! – rzekł w końcu, przyniósł kosę ze stodoły, poostrzył ją nieco na taczalniku 12 , co stał pod okapem obory, rozdział się ze spencerka, zawinął rękawy koszuli i zabrał się do zarzynania… Hanka z Józią buchnęły płaczem, bo granula, jakby czując śmierć, uniosła z trudem łeb, zaryczała głucho i…padła z przerzniętym gardłem, grzebiąc ino nogami… Pies zlizywał krzepnącą na powietrzu krew, a potem skoczył na doły od kartofli i szczekał na konie stojące z wozem w opłotkach, bo tam je zostawił Antek, a sam spo- kojnie przyglądał się jatce. 10 paskudnikb – ludowa nazwa choroby bydła, rodzaj odmy. 11 hamanb – olbrzym, potwór. 12 taczalnikb – przyrząd dobostrzenia noży, sierpów.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2