Nad Niemnem

TOM II Rozdział I W Olszynce, za olchowym gajem, od którego zapewne folwark ten wziął swe nazwanie, na łagodnej wyniosłości gruntu dom niewielki, drewniany, nie otynkowany, niby z kosza zieleni wychylał się ze starych, ogromnie rozro - słych bzów i z gęstego rzędu fasoli, która tuż przy ścianie posadzona gęste i teraz kwit - nące swe sploty zarzucała na tyki sięgające prawie niskiego dachu. Z tyłu domu znajdował się spory sad owocowy, prostym częstokołem ogrodzony, bez dróg i upiększeń żadnych; z przodu, za małym, trawą i gdzieniegdzie chwastami porosłym dziedzińcem, po łagod - nej spadzistości spływały aż ku olchowemu gajowi duże i urodzajne ogrody warzywne. Gaj był świeży, czysty, z grubymi i cienkimi drzewami rzadko rozstawionymi na wilgot - nej i gładkiej murawie. Za rzadko rozstawionymi i gładkimi pniami przebłyskiwał w pła - skich brzegach płynący tu Niemen i ukazywało się gdzieniegdzie przeciwległe wybrzeże, okryte, jak okiem sięgnąć, gładkim, wilgotnym pastwiskiem. Gdzieniegdzie, niby drobne obrazki w zielonych ramach, widać było zza drzew pasące się na tej zarzecznej płaszczyź - nie trzody albo pastuszków skupionych dokoła roznieconego ognia, albo nędzne, nie wie - dzieć czyje, samotnie śród przestrzeni stojące chaty. Za domem i sadem leżały gładkie pola; z obu stron warzywnych ogrodów zieleniały niskie łąki, na których rosły grupy wierzb, a w mokrych zagłębieniach gruntu rozrastał się jasnozielony ajer 1 i stały wysokie łozy z długimi, obwisłymi liśćmi i wierzchołkami podobnymi do aksamitnych kołpaków. Było to miejsce ciche, skromne i prawie odludne. Z domu i całego jego otoczenia od razu wnieść było można, że wśród średniej własności ziemskiej Olszynka była posiadłością możliwie najmniejszą. Wniosek ten potwierdzała wieś chłopska pomiędzy łąkami do grupy wierzb przyparta. Składało ją chat kilkanaście, dość czysto i dostatnio wyglądających. Z bliskości, w której znajdowała się od dworku, łatwo było zgadnąć, że kiedyś do Olszynki należała. Był to więc kiedyś mająteczek kilkunastochatowy, czyli znajdujący się na granicy, za którą już do najdrobniejszych ułamków ziemi spływała własność mała. Ostry chłód zapanował po niedawno spadłym gradzie; silny wiatr kołysał wierzchoł - kami kilku rosnących na dziedzińcu topoli włoskich; deszczowe chmury szybko biegły jedna za drugą, to zasłaniając, to odkrywając błękit nieba. Jednak w Olszynce wszystkie okna domu otoczone kwitnącą fasolą były na oścież otwarte, Stały na nich pomiędzy kilku mirtami i rozmarynami kwitnące fuksje i róże miesięczne. Na ganku jedna z ławek zasta - wiona była hładyszami 2 pełnymi zsiadłego mleka, na drugiej stał naprędce znać tu umiesz - czony kosz z sałatą i jarzynami. Długa sień, przedpokojem zarazem będąca, rozdzielała dom na dwie połowy, z których w jednej znajdowały siępokoje mieszkalne, w drugiej kuch - nia i izba czeladna. W głębi sieni wielki zamek wiszący u drzwi niskich i wąskich oznaj - 1  ajer – tatarak. 2  hładysz – gliniany garnek bez ucha na mleko. Miejsce akcji – Olszynka

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2