Podania i legendy polskie

54 · Podania i legendy polskie – opracowanie Streszczenie Dzieci kowala Melchiora Ostrogi – Maciek i Halszka – bawiły się w kuźni. Maciek udawał żołnierza, ale Halszka się nudziła i prosiła brata, żeby poszedł z nią na Rynek. Tata zgodził się na to, ale przestrzegł, żeby nie chodziły do zburzonego domu na ulicy Krzywe Koło, bo tam się coś niedo- brego dzieje . Rodzeństwo przyrzekło, że nie pójdzie, i pobiegło na Rynek. Na Rynku było wiele atrakcji: bogate kramy, wędrowny Cygan z tre- sowanym niedźwiedziem, którego sztuczkami dzieci były oczarowane. Spotkały też Walusia, miłego kolegę, ale strasznego urwisa. Razem z nim podziwiały sztuki niedźwiedzia, a kiedy Cygan oddalił się – poszły za nim w kierunku Krzywego Koła. Droga wiodła obok ruin domu, w którym stra- szyło, i Waluś namówił dzieci na zejście do podziemi. Halszka protesto- wała, ale poszła za chłopcami, bo nie chciała sama stać na ulicy. Niestety, zamiast znaleźć skarby, dzieci spotkały w lochu strasznego potwora – ba- zyliszka, który zabijał wzrokiem. Wyglądał jak olbrzymi kogut z długą, wężową szyją. Pierwszą jego ofiarą stał się Waluś, który szedł na przedzie i chwalił się, że żadnych strachów się nie boi. Maciek i Halszka przerazili się na widok zabitego kolegi i schowali się za drzwi oparte o mur. Wkrótce usłyszeli na schodach głos starej służącej, Agaty, która ich szukała. Bazy- liszek też ją usłyszał, spojrzał i Agata padła martwa. Ludzie zgromadzeni przy schodach uciekli przerażeni. A Maciek i Halszka nie mogli wydostać się z lochu – więzienia. Tłum pospieszył z tragiczną wiadomością prosto do domu pana Os- trogi. Rodzice dzieci wpadli w czarną rozpacz i zupełnie nie wiedzieli, co robić. Wtedy z pomocą przyszedł radca Ezechiel Strubicz. Zaproponował, aby udać się po radę do Hermenegildusa Fabuli, którego uważano za cza- rownika, a który był po prostu niezwykle mądrym człowiekiem. Fabula znalazł rozwiązanie: trzeba znaleźć człowieka, który, obwieszony zwier- ciadłami, wejdzie do lochu. Kiedy bazyliszek ujrzy swoje odbicie w lu- strze – sam zabije się wzrokiem. Jeżeli dzieci żyją, to będą ocalone, jeżeli nie – to przynajmniej sprawi się im chrześcijański pogrzeb. Kłopot polegał tylko na tym, żeby znaleźć takiego człowieka. W tymmomencie ulicą szedł ponury pochód – prowadzono na śmierć skazańca. Pan Ezechiel wpadł na pomysł, że to on mógłby się podjąć zgła- dzenia bazyliszka. Pobiegł więc na plac, wstrzymał egzekucję i obiecał Ja- nowi Ślązakowi (skazańcowi), że jeżeli zabije potwora, będzie wolny. Jan przysięgał, że jest niewinny. Chętnie podjął się niebezpiecznego zadania.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2