Rok 1984

10 · Rok 1984 Winston nagle się odwrócił. Przybrał wyraz twarzy tchnący cichym opty - mizmem, zalecanym w zasięgu widzenia ekranu. Przeszedł przez pokój do maleńkiej kuchni. Wychodząc tak wcześnie z Ministerstwa, poświęcił obiad w stołówce, wiedząc doskonale, że w kuchni nie ma nic do jedzenia oprócz kawałka razowego chleba, który trzeba było zostawić na jutrzejsze śniadanie. Zdjął z półki butelkę bezbarwnego płynu ze zwykłą białą kartką z napisem „Gin Zwycięstwa”. Napój wydzielał mdlący, oleisty zapach taniej chińskiej wódki pędzonej z ryżu. Winston nalał sobie prawie pełną filiżankę i prze - łknął ze wstrętem, jakby pił lekarstwo. Twarz natychmiast mu poczerwieniała, do oczu napłynęły łzy. Trunek był jak kwas azotowy, a kiedy człowiek wlewał go do gardła, miał wrażenie ude - rzenia w tył głowy gumową pałą. Po chwili jednak pieczenie w żołądku ustało, a świat zaczął wyglądać radośniej. Wygrzebał papierosa ze zmiętej paczki z napisem „Papierosy Zwycięstwa”. Zamiast uważać, chwycił go w palce pio - nowo i cały tytoń wysypał się na podłogę. Z następnym było lepiej. Wrócił do saloniku i usiadł przy stoliku stojącym po lewej stronie ekranu. Z szuflady wyjął etui na pióro, buteleczkę atramentu i gruby, niezapisany, prostokątny notatnik z czerwonym grzbietem i marmurkową okładką. Nie wiadomo, dlaczego ekran w saloniku znajdował się w tak nietypowym miejscu. Zamiast, jak normalnie, na przeciwległej ścianie, skąd był widok na cały pokój, ekran znajdował się na ścianie na wprost okna. Z jednej strony była płytka wnęka, gdzie teraz siedział Winston, która w zamyśle architekta miała prawdopodob - nie pomieścić regały z książkami. Siedząc we wnęce i trzymając się z tyłu, Win - stonowi udawało się pozostawać poza zasięgiem teleekranu – przynajmniej nie było go widać. Oczywiście było słychać, że jest w środku, ale dopóki tkwił w obecnej pozycji, pozostawał poza zasięgiem wzroku. To właśnie w pewnym sensie niezwykła topografia pokoju podsunęła mu myśl, co teraz zrobić. Nie tylko, bo zainspirował go również notatnik w twardej okładce, który właśnie wyjął z szuflady. To był wyjątkowo piękny egzemplarz. Gładki, kre - mowy papier, nieco pożółkły ze starości – takich rzeczy nie produkowano od co najmniej czterdziestu lat. Domyślał się jednak, że notatnik jest znacznie starszy. Zauważył go w oknie wystawowym zapyziałego sklepiku z rupie - ciami w dzielnicy biedoty (w której – tego już nie pamiętał) i natychmiast ogarnęło go przemożne pragnienie jego posiadania. Członkowie Partii nie po - winni robić zakupów w zwykłych sklepach (nazywano to – „dokonywaniem transakcji na wolnym rynku”), ale ta zasada nie była ściśle przestrzegana, bo istniały towary, takie jak sznurowadła i żyletki, których nie sposób było zdobyć gdzie indziej. Rzucił okiem na ulicę, a potem wślizgnął się do środka i kupił notatnik za dwa i pół dolara. Tamtego dnia nie zdawał sobie sprawy, Miejsce akcji – pokój Winstona

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2