Proszę państwa do gazu. Ludzie, którzy szli

22 · Tadeusz Borowski na niej ani jeden człowiek z barwnego, letniego tłumu. Wagony też odjechały. Widać było doskonale bloki FKL-u. Pod drutami znów stali flegerzy i krzyczeli pozdrowienia dla dziewcząt, które z drugiej strony rampy odkrzykiwały im. Wróciłem z piłką i podałem na róg. Między jednym a drugim kornerem za moimi plecami zagazowano trzy tysiące ludzi. Potem ludzie poczęli iść dwiema drogami do lasu: drogą wprost z rampy i tą drugą, z drugiej strony naszego szpitala. Obie wiodły do krematorium, ale niektórzy mieli szczęście iść dalej, aż do zauny, która dla nich nie oznaczała tylko łaźni i odwszenia, fryzjerni i nowych, pofarbowanych na olejno łachów, lecz również życie. Zapewne, życie w obozie, ale – życie. Kiedy wstawałem z rana do mycia podłogi, ludzie szli – tą i tamtą drogą. Kobiety, mężczyźni i dzieci. I nieśli tłumoki. Kiedy siadałem do obiadu, lepszego, niż jadałem w domu – ludzie szli – tą i tamtą drogą. W bloku było dużo słońca, pootwieraliśmy na oścież drzwi i okna, pokropiliśmy podłogę, aby nie było kurzu. Po południu przynosiłem paczki z magazynu, które były przywożone jeszcze z rana z głównej poczty, z obozu. Pisarz roznosił listy. Doktorzy robili opatrunki, zastrzyki i punkcje. Mieli zresztą jedną strzykawkę na cały blok. W ciepłe wieczory siadałem w drzwiach bloku i czytałem Mon Frère Yves Pierre’a Loti 43  – a ludzie szli i szli – tą i tamtą drogą. Wychodziłem nocą przed blok – w ciemności świeciły lampy nad drutami. Droga leżała w mroku, lecz słyszałem wyraźnie oddalony gwar wielu tysięcy głosów – ludzie szli i szli. Z lasu podnosił się ogień i rozświetlał niebo, a wraz z ogniem podnosił się ludzki krzyk. Patrzyłem w głąb nocy, otępiały, bez słowa, bez ruchu. Wewnątrz mnie całe ciało drgało i burzyło się bez mego udziału. Nie panowałem już nad nim, choć czułem każde jego drgnienie. Byłem zupełnie spokojny, ale ciało bunto- wało się. Niedługo potem poszedłem ze szpitala na obóz. Dnie były pełne wielkich wydarzeń. Na wybrzeżu Francji lądo- wały wojska sprzymierzone. Miał się ruszyć front rosyjski i podejść aż pod Warszawę. Lecz u nas w nocy i w dzień czekały na stacji szeregi pociągów załado- wane ludźmi. Odmykano im wagony i ludzie poczynali iść – tą i tamtą drogą. Obok naszego obozu roboczego był niezamieszkały i niewykończony od- cinek C. Gotowe stały tylko baraki i ogrodzenia z naelektryzowanego drutu. 43  Powieść francuskiego pisarza Pierre’a Loti (1850–1923) oparta na wątkach autobiograficz- nych. Opisuje przyjaźń pomiędzy oficerem francuskim a bretońskimmarynarzem w latach 70. i 80. XIX w. Czas akcji – czerwiec 1944 r. (operacja Overlord)

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2