Drzewo do samego nieba

Zdobycie Szklanej Góry · 15 Zdobycie Szklanej Góry Nie wiem, czy któryś z rycerzy wchodzących na Szklaną Górę był tak podrapany jak Staszek i ja. Rycerze, zdaje się, musieli walczyć z sowami, a może nawet ze smokami. Ale za to nie mieli ze sobą Zezusia. To on nas tak urządził. Zezuś podrapał nas już podczas mycia, chociaż naprawdę uważali- śmy, żeby mydło nie właziło mu do oczu. Ale prawdziwy cyrk zaczął się dopiero wtedy, gdy zaczęliśmy holować Zezusia na drzewo. – I czego się wyrywasz, głupi ko- cie…? – zdenerwował się Staszek. – Przecież przed godziną samwskoczyłeś na to samo drzewo! Ale Zezuś nie chciał zrozumieć, że ciągniemy go na drzewo dla jego włas- nego dobra. Widocznie bardzo nie lubił, jak go się do czegoś zmusza. Zanim do- pełzliśmy pod okno Doroty, mieliśmy twarze podrapane do krwi. – Jak wy wyglądacie! – zawołała Dorota. – Szczęście, że mamusi nie ma w domu, bo zemdlałaby ze strachu. – Ale nie zemdleje, bo poszła do magla – powiedział Staszek, szamo- cząc się z Zezusiem, który wczepił mu się pazurami w koszulę. – Ojej, kotek! – pisnęła Dorota. – To wasz? – Może być twój, jeżeli chcesz – powiedziałem. Mieliśmy trochę kłopotu z odczepieniem Zezusia od koszuli Staszka. Chwyciłem kotka za kark i podałem go Dorocie. – Ojej, nie dosięgnę! – zawołała Dorota. Przez chwilę myśleliśmy, że cała nasza wyprawa na nic. Ale oka- zało się, że Dorota nie jest aż tak bardzo zaklęta, żeby nie mieć głowy na karku. – Czekajcie! – zawołała. – Zaraz przyniosę koszyk. I po chwili wyciągnęła do nas koszyk zahaczony o kij od szczotki. Wsadziliśmy Zezusia do kosza i Dorota wciągnęła go do mieszkania. Zezuś, usadowiony na parapecie okna, natychmiast przestał miau- czeć. Zrobił prześliczny grzbiet i otarł się pieszczotliwie o rękę Doroty. Podarowanie kotka Dorocie

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2