Drzewo do samego nieba
16 · Drzewo do samego nieba – Nigdy wam tego nie za- pomnę – powiedziała Dorota, jakby była prawdziwą zaklętą królewną. – Teraz już jesteś odklęta! – zawołał Staszek. Zsunęliśmy się z drzewa – dumni i podrapani. I poszli- śmy prosto do pani Rachliń- skiej, żeby przemyła nasze rycerskie rany. – Daliście kotka Dorocie? – powiedziała. – To dobrze… Cho- ciaż nie wiem, co na to powie jej mama… Mniej więcej po godzinie dowiedzieliśmy się, co powie mama Doroty. Słychać ją było na całym podwórku. – Kot wlazł do mieszkania! A jeżeli wlazł kot, to i złodziej wlezie! Pani dozorczyni, słyszy pani? Po drzewie wlazł! – Kto wlazł po drzewie? Bandyta? – spytał dziadek Frączak ze swego balkonu. – Wejdzie i bandyta! Zobaczycie! – krzyczała mama Doroty. – Z tym drzewem człowiek nie jest pewien dnia ani godziny! Idę na skargę do administracji! – Ja też idę na skargę, bo mi sufit zacieka! – krzyknęła gruba pani z trzeciego piętra. – A ja mam dziurę w suficie, bo tynk odpada! – huknął siwy malarz z poddasza. – Nic nie rozumiem – powiedział dziadek Frączak, który jest trochę głuchy. – To jak ten bandyta wlazł? Po drzewie czy przez dziurę w sufi- cie? Eee, tam – machnął ręką – u nas i tak nie ma co kraść. Ja się nie boję bandytów. My też nie baliśmy się bandytów. Przecież wiedzieliśmy, że to nie bandyci łażą po naszym drzewie. Drzewo źródłem problemów
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2