Drzewo do samego nieba
18 · Drzewo do samego nieba Mamusia posłała nas po szczypiorek do twarogu na kolację. Kiedy wracaliśmy z tym szczypiorkiem, do naszej bramy wjeżdżała nysa 3 . Tak jakoś prędko wjeżdżała, że nawet nie zdążyliśmy się z tyłu uwiesić. Cho- ciaż może to lepiej, bo mamusia nie pozwala czepiać się samochodów. Więc poczekaliśmy chwilę, aż nysa wjedzie na podwórze – i wbiegliśmy za nią do bramy. I wtedy usłyszeliśmy krótki, ostry krzyk, a potem łoskot. I prawie na- tychmiast odezwało się mnóstwo głosów. – Co się stało? – Wypadek! – Prędko, pogotowie! Na podwórku było mnóstwo osób. Wszyscy tłoczyli się wokół nysy, która stała jakoś dziwnie krzywo, jakby oparta o drzewo. Z szoferki gra- molił się kierowca, strasznie czerwony na twarzy. – Zabił dzieciaka! – krzyknęła przeraźliwie mama Doroty. – Nie zabiłem! Sam skoczył mi pod koła! – wykrzyknął na to kierowca. – Nieprawda! – krzyknęła mama Doroty. – To morderca! – Zabił mi dziecko! Zabił mi dziecko – szlochała jakaś kobieta. – Aresztować go! – Tak, zawołać policję! – Lekarza! Pogotowie! Przepchnęliśmy się przez tłum. Paweł leżał tuż przy prawym przed- nim kole nysy. Był bardzo blady i miał zamknięte oczy. Przy nim klę- czała zapłakana kobieta. Znaliśmy ją, to mama Pawła. Obok stała Bo- żena, koleżanka Pawła z piątej klasy. Bożena była prawie tak samo blada jak Paweł. – Już idzie policja! – zawołała pani dozorczyni. Kierowca szarpnął się, jakby go ktoś ukłuł. – To nie moja wina! – krzyknął zachrypniętym głosem. – Panie wła- dzo, przysięgam, że chłopak skoczył z drzewa prosto pod koła! To przez to cholerne drzewo! – Proszę się rozstąpić! – zawołał jakiś ostry głos. Ludzie odsunęli się i przepuścili policjanta i pana w białym fartuchu. – Lekarz pogotowia – powiedział ktoś cicho. Pan w białym fartuchu pochylił się nad Pawłem i wziął go za rękę. – Żyje – powiedział. – Zaraz go przewieziemy do szpitala. 3 Nysa – marka produkowanych w Polsce samochodów dostawczych. Wypadek Pawła
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2