Drzewo do samego nieba

Nieprzyjaciel pod drzewem · 17 Nieprzyjaciel pod drzewem Stał pod drzewem na lekko rozstawionych nogach, z rękami wsunię- tymi w kieszenie spodni. Wyglądał wspaniale i trochę groźnie. Za to ten drugi był całkiem zwyczajny. W granatowym kombinezonie i gumowych butach. – Nie da rady, panie kierowniku – mówił Zwy- czajny. – Blacha przerdzewiała na amen. Na dobrą sprawę trzeba by dać nowe rynny. Bo tych starych to się nie da przepchać. Rozlecą się. Więc jak, damy nowe? – Mowy nie ma! – powiedział Wspaniały wspaniałym głosem. – Dom jest przeznaczony do rozbiórki. Najdalej za dwa lata już go nie będzie. Nie będzie naszego domu! Niby wiedzieliśmy od tatusia, że wszyscy się stąd wyprowadzimy do nowych bloków. Ale trudno nam było uwierzyć, że nasz dom po pro- stu rozwalą. I nagle obaj ze Staszkiem pomyśleliśmy o tym samym: co się stanie z drzewem? Ta myśl wydała nam się tak okropna, że przez chwilę staliśmy jak głusi. Widzieliśmy, że Wspaniały i Zwyczajny poruszają ustami, ale nie słyszeliśmy ani słowa. Zupełnie jak w telewizji, kiedy zepsuje się fonia. Gdy odzyskaliśmy słuch, Zwyczajny właśnie mówił: – … a najgorsze to drzewo. Jesienią liście opadają na dach i zapychają rynny. – Wiem, lokatorzy ciągle skarżą się na zacieki – powiedział Wspa- niały. – Trzeba będzie odpiłować parę gałęzi. – Najlepiej ściąć całe drzewo – powiedział Zwyczajny. – Komu ono po- trzebne? Komu potrzebne drzewo? Ależ ono jest nam potrzebne jak… jak… Właśnie, jak co? Nie potrafiliśmy tego powiedzieć. Ale to rozumiało się samo przez się. Wspaniały i Zwyczajny rozmawiali jeszcze chwilę o zapchanych ryn- nach i przeciekających sufitach. A potem odeszli. Patrzyliśmy za nimi z nienawiścią. To było w czwartek. A w piątek po południu zdarzyła się ta straszna rzecz z Pawłem. Rozmowa pracowników administracji o losach drzewa

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2