Cudaczek-Wyśmiewaczek

Cudaczek-Wyśmiewaczek wprowadza się do Złośnickiego Cudaczek-Wyśmiewaczek, licho niepoczciwe, uciekał od pan- ny Obrażalskiej, jakby go kto gonił. Uciekał jedną ulicą wąską, potem drugą ulicą szeroką. A potem już mu sił zabrakło, więc siadł sobie pod latarnią i odpoczywał. W brzuszku burczało mu okropnie. Siedział tak Cudaczek długo, ze trzy godziny. Ludzie szli, wozy jechały, ale wyśmiewać się nie było z kogo. To dopiero nieszczęście! I wtedy nadszedł chłopczyk. Miał w ręku bat i wywijał nim na wszystkie strony. Próbował nawet trzaskać z bata, ale jakoś mu nie szło. Wreszcie trzasnął tak niezgrabnie, że końcem bata zaciął się w łydkę. Od razu poczerwieniał jak burak, wykrzywił buzię, złapał bat za oba końce i trrach! trrach! złamał na kolanie. A potem obie połówki połamał na drobne kawałki i rozrzucił nogami po ulicy. Nikt tego nie widział, bo nikt nie szedł tamtędy, ale pod la- tarnią siedział przecież Cudaczek, co nie je, nie pije, tylko wy- śmiewaniem żyje. – Co za śmieszny chłopak! – roześmiał się Cudaczek. – Sam się uderzył, a na bat się złości! Potem spojrzał na rozzłoszczoną, wykrzywioną twarz chłop- ca i wybuchnął śmiechem.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2