Pamiętnik Czarnego Noska - Janina Porazińska

ႍ႒ Nie lubiłem tej baby. Była strasznie skąpa. Nigdy ubogiemu nie dała nawet grosika. Na pracownicę w sklepie wciąż marudziła i za byle co potrącała jej z pensji. – Kupił domino, małpkę i żołnierzy. – A misia? Gdzie jest miś z wystawy? Zaczęły mnie szukać, ale nie mogły znaleźć. – Pewnie w tym zamęcie ktoś go ukradł! Dlaczego pani nie pil- nuje? Potrącę! Z pensji potrącę! Sprzedawczyni zaczęła płakać. Wygrzebałem się z rupieci, siadłem na ziemi i czyhałem. O, o... człapie tu, człapie to niedobre skąpiradło. Wyciągnąłem łapkę i drapnąłem właścicielkę sklepu w piętę. – Ajaj!!! – wrzasnęła. – Co to?! Miś tu leży! Wtem usłyszałem, że otwierają się drzwi i znajomy, znajomy i ukochany głosik mówi ze smutkiem: – Mamusiu, ja nie chcę. Jak tego misia z wystawy nie ma, to już nic nie chcę. Chodźmy do domu. W tej chwili właścicielka sklepu z zabawkami przydeptała mnie swoim wielkim papuciem. – Jestem! – wrzasnąłem, jak mogłem najgłośniej. Sprzedawczyni się schyliła i podniosła mnie z podłogi. – Masz zapewne na myśli tego misia? – Tak, to ten, to ten! – zawołała dziewczynka i wyciągnęła do mnie ręce. „Ach, żebym się tylko nie okazał za drogi…” – pomyślałem i zadrżałem z niepewności. Ale nie. Mamusia dziewczynki (Małgosi) zapłaciła za mnie. Przytuliłem się do Małgosi i objąłem ją za szyję. Już byłem jej syn- kiem. Szczęśliwi, wyszliśmy ze sklepu.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2