Król Maciuś Pierwszy
266 – Oto jest świadek – mówi sędzia. – Tak –mówi dziennikarz – ja mogę zaświadczyć, żeMaciuś chciał zostać królem dzieci całego świata. – Czy to prawda? – pyta się sędzia. – Prawda – odpowiedział Maciuś. – Ja chciałem tego. Ja byłbym to zrobił na pewno. Ale podpis na odezwie jest sfałszowany. Ten szpieg sfałszował mój podpis. Ale prawdą jest, że chcę być królem dzieci. Sędziowie zaczęli oglądać podpis Maciusia, kiwali głowami, że nie mogą poznać, udawali, że nie wiedzą. Ale teraz było już wszystko jedno. Bo Maciuś sam przecież się przyznał. Długo mówił oskarżyciel. – Trzeba koniecznie zabić Maciusia, bo inaczej ani porządku, ani spokoju nie będzie. – Czy Maciuś chce, żeby teraz ktoś mówił w jego obronie? Żadnej odpowiedzi. – Czy wasza królewska mość życzy sobie, aby ktoś zabrał głos w jego obronie? – powtórzył przewodniczący. – To niepotrzebne zupełnie – odpowiedział Maciuś. – Godzina jest późna, szkoda czasu: lepiej się spać położyć. Maciuś powiedział to wesołym głosem. Nic nie dał po sobie po - znać, co się w jego duszy dzieje. Postanowił być dumny do końca. Sędziowie wyszli, niby się tam w drugim pokoju naradzali – wró - cili z wyrokiem. – Rozstrzelać. – Proszę podpisać – rzekł przewodniczący. Żadnej odpowiedzi. – Proszę waszą królewską mość o podpis, że sąd odbył się podług prawa. Maciuś podpisał. Wtedy jeden z tych panów we frakach i rękawiczkach rzucił się nagle na ziemię, objął nogi Maciusia i płacząc wołał: – Królu ukochany, przebacz mi moją podłą zdradę! Teraz dopiero widzę, cośmy zrobili. I wiem, że gdyby nie nasze nikczemne tchó - rzostwo, nie oni, ale ty sądziłbyś, jako zwycięzca.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2