Rok 1984
82 gwarnej stołówce był udręką. Miał nadzieję, że chociaż przez chwilę będzie tam sam, ale pech chciał, że dosiadł się do niego ten imbecyl Parsons, którego pot niemal zadusił metaliczny zapach gulaszu. Parsons opadł ciężko na krzesło obok Winstona i trajkotał o przygotowaniach do Tygodnia Nienawiści, ze szczególnym entuzjazmem omawiając dwumetrowy model głowy Wielkiego Brata, stworzony z tej okazji z papier mâché przez drużynę Gumowego Ucha jego córki. Irytujące było to, że w gwarze głosów Winston ledwo co słyszał, co mówił Parsons, i ciągle musiał go prosić o powtórzenie jakiejś głu- piej uwagi. Tylko raz zauważył tamtą dziewczynę przy stoliku z dwiema innymi kobie- tami na drugim końcu sali. Wyglądało na to, że go nie zauważyła, a on nie patrzył w tamtym kierunku. Popołudnie było już bardziej znośne. Zaraz po obiedzie zlecono mu delikatną, trudną robotę wymagającą kilku godzin pracy i odłożenia na bok wszystkiego innego. Praca polegała na sfałszowaniu serii sprawozdań, dotyczących produkcji przemysłowej sprzed dwóch lat w taki sposób, by zdyskredytować wybitnego członka Egzekutywy Partii, który był aktualnie w niełasce. Na tym Winston się znał i przez ponad dwie godziny udało mu się ani razu nie pomyśleć o dziewczynie. Potem wróciło wspo- mnienie jej twarzy, a wraz z nią rozpaczliwe, nieprzeparte pragnienie pobycia w samot- ności. Dopóki nie będzie sam, nie da rady w spokoju się zastanowić, co naprawdę się stało. Dziś wieczorem powinien pojawić się w osiedlowym domu kultury. Pośpiesznie przełknął kolejny nieapetyczny posiłek, pomknął do domu kultury, wziął udział w kabotyńskim 24 spotkaniu grupy dyskusyjnej, zagrał dwie partie tenisa stołowego, wychylił kilka kieliszków ginu i wysłuchał półgodzinnego wykładu zatytułowanego „Socang a szachy”. Umierał z nudów, ale tym razem nie miał powodu bumelować 25 i wysiedział do końca. Na widok słów „Kocham cię” narodziło się w nim na nowo prag- nienie pozostania przy życiu i podejmowanie niepotrzebnego ryzyka nagle wydało mu się głupie. Dopiero o jedenastej wieczorem, kiedy był już w domu i położył się spać – w ciemności, gdzie dopóki człowiek milczy, jest bezpieczny nawet przed teleekranem – był w stanie myśleć bez przeszkód. Problem, który należało rozwiązać, był bardzo konkretny – jak skontaktować się z dziewczyną i umówić się z nią na spotkanie. Nie zastanawiał się już nad tym, że zastawia na niego jakąś pułapkę. Upewnił go jej wyraźny niepokój, gdy podawała mu liścik. Nie ma się co dziwić, że drżała ze strachu. Nie przeszło mu nawet przez myśl pozostać głuchym na jej zaproszenie do flirtu. Jeszcze pięć nocy temu rozważał, czy nie zmiażdżyć jej czaszki kamieniem, ale to teraz nie miało znaczenia. Przywołał w wyob- raźni jej nagie, młode ciało, które widział we śnie. Niedawno sądził, że jest głupia jak cała reszta, ma głowę zatrutą kłamstwami i nienawiścią, że jest zimna jak lód, a teraz opanowała go gorączkowa myśl, że może ją stracić, a jej białe, młodzieńcze ciało może mu się wymknąć z rąk! Najbardziej bał się tego, że dziewczyna po prostu zmieni zdanie, jeśli szybko się z nią nie skontaktuje. Doprowadzenie do spotkania to twardy 24 Kabotyński – obliczony na wywołanie efektu, efekciarski, sztuczny. 25 Bumelować – obijać się, leniuchować, nie wykonywać danego zadania.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2