Rok 1984

90 – Może nie do końca. Ale sądząc po twoim wyglądzie… jesteś młoda, śliczna i zdrowa, no wiesz… uważałem, że prawdopodobnie… – Myślałeś, że jestem porządną służką Partii. Czystą w słowach i czynach. Trans- parenty, pochody, hasła, sport, wspólne wędrówki. I myślałeś, że gdybym miała choć cień podejrzeń, zadenuncjowałabym cię jako przestępcę myśli i by cię skasowano? – Tak, coś w tym guście. Sporo jest takich dziewcząt. – To przez to cholerstwo – powiedziała, zrywając szkarłatną szarfę Młodzie- żowej Ligi Antyseksualnej i rzucając ją gniewnym gestem na konar drzewa. Potem, jakby dzięki dotknięciu talii coś jej przypomniało, sięgnęła do kieszeni kombinezonu i wyjęła małą tabliczkę czekolady. Przełamała ją na pół i podała kostkę Winstonowi. Nawet zanim ją wziął do ręki, poznał po zapachu, że nie jest to zwykła czekolada. Była ciemna, miała lśniącą powierzchnię i była owinięta srebrną folią. Czekolada zwykle bywa matowa i brązowa, kruszy się i ma aromat dymu palących się śmieci. Kiedyś jednak miał okazję skosztować czekolady takiej, jak ta, którą go częstowała. Pierwszy powiew zapachu tej prawdziwej wzbudził wspomnienie, którego nie był w stanie zlo- kalizować, ale było silne i niepokojące. – Skąd bierzesz takie rzeczy? – zapytał. – Czarny rynek – odparła obojętnym tonem. – Prawdę mówiąc, na pierwszy rzut oka jestem właśnie taką dziewczyną. Jestem dobra w sporcie. Dowodziłam drużyną w Gumowym Uchu. Przez trzy wieczory w tygodniu pracuję jako wolontariuszka Mło- dzieżowej Ligi Antyseksualnej. Godzinami rozklejam ich chorą propagandę po całym Londynie. Podczas manifestacji zawsze niosę jakiś transparent. Wyglądam radośnie, wesoło i nigdy się od niczego nie migam. Zawsze skanduj z tłumem, inaczej przegrałeś. To jedyna gwarancja bezpieczeństwa. Pierwszy kawałeczek czekolady rozpływał się Winstonowi w ustach. Smak był zachwycający. Niejasne wspomnienia błąkały się na krawędzi jego świadomości – coś, co mocno odczuwał, ale nie dawało się sprowadzić do określonego kształtu, jak przed- miot widziany zaledwie kątem oka. Odsunął to od siebie, wiedząc tylko, że to wspo- mnienie posunięcia, które chciałby cofnąć, ale nie był w stanie tego uczynić. – Jesteś bardzo młoda – stwierdził. – Dziesięć albo i piętnaście lat młodsza ode mnie. Co we mnie widzisz? – Zobaczyłam coś w twojej twarzy. Postanowiłam zaryzykować. Mam talent do rozpoznawania ludzi, którzy nie należą do systemu. Jak tylko cię zobaczyłam, wie- działam, że jesteś przeciwko n i m. O n i chyba oznaczało Partię, przede wszystkim Egzekutywę Partii, na temat której Julia wyrażała się z otwartą nienawiścią i tak szyderczo, że Winston czuł się nieswojo, chociaż wiedział, że akurat tutaj są bezpieczni, jeśli w ogóle gdziekolwiek mogli być bezpieczni. Był zaskoczony tym, że okropnie przeklinała. Członkowie Partii mieli nie przeklinać, a sam Winston bardzo rzadko głośno klął. Julia nie potrafiła mówić o Partii, a zwłaszcza o Egzekutywie, nie używając ordynarnych słów, które widywało się powypisywane kredą w zaplutych alejkach. Nie bardzo mu to przeszka- dzało. Był to tylko jeden z przejawów jej buntu przeciwko Partii i wszystkiemu, co

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2