Chłopi

14 jesień Sygnaturka na kościele zaczęła dzwonić Anioł Pański spiżowym świergotem, że ludzie przystawali i szept pacierzów, niby szemranie opadających listków, padał w mroki. Ze śpiewami a pokrzykami wesołymi spędzano bydło z pastwisk, co ciżbą szło dro- gami w tumanach kurzawy, że tylko raz wraz wychylały się z niej głowy potężne i rogi krzaczaste. Owce pobekiwały tu i owdzie, to gęsi zerwały się z pastwisk i stadami leciały, całe w zorzach zachodu zatopione, że tylko krzyk przenikliwy znaczył je w powietrzu. – Ale szkoda, ta graniasta to sielna krowa. – I…nie na biedaka trafiło. – A tak i bydlątka żal, co się zmarnuje. – Gospodyni Boryna nie ma, to wszystko leci kiej przez sito. – A bo to Hanka nie gospodyni? – La siebie… jakby na komornym u ojca siedzą, tu juści patrzą, aby ino na swoją stronę coś niecoś urwać, a ojcowego niechta pies pilnuje. – A Józka, że to jeszcze skrzat głupi, to i cóż poradzi? – Hale, abo to Boryna nie mógłby gront oddać Antkowi, co? – A sam pójdzie do nich na wycug 9 , co?… Starzyście, Wawrzku, a do cna jeszcze głupi – zaczęła żywo Jagustynka. – Ho, ho, Boryna jeszcze krzepki, może się ożenić, a głupi by był, żeby dzieciom zapisywał. – Hale, krzepki to juści, że jest, ale już ma ze sześćdziesiąt roków. – Nie bój się, Wawrzku, każda młódka pójdzie za niego, niechby tylko rzekł. – Już dwie żony pochował. – Niech se pochowa i trzecią, Panie Boże mu pomóż, a niech dzieciom, póki żyw, nie daje ni staja, ni liszki jednej, ni tyle, co trepem przydepnie. Ścierwy, wyrychtowałyby go, kiej moje mnie. Dałyby mu wycugi, że na wyrobek by chodził, z głodu by zdychał abo i na żebry, po proszonym szedł. Oddaj ino, co masz, dzieciom – to ci oddadzą; rychtyk ci tego starczy na sznureczek abo i na ten kamień do szyi… – Ludzie, a to czas do domu, mroczeje. – Czas, czas! Słońce już zaszło. Pozbierali prędko motyczki, koszyki, to dwojaki od obiadów i szli wolno gęsiego miedzą, pogadując coś niecoś, a tylko stara Jagustynka wykrzykiwała wciąż namiętnie na dzieci własne, a potem już i na wszystkich pomstowała. A równo z nimi jakaś dziewczyna gnała maciorę z prosiętami i śpiewała cienkim gło- sikiem: Aj, nie chodź kiele woza, Aj, nie trzymaj się osi, Aj, nie daj chłopu gęby, Aj, choć cię pięknie prosi. – Cie, głupia, wrzeszczy, kiejby ją kto ze skóry obdzierał. 9 wycugb – dożywocie, opieka należąca się rodzicom zapisującym dzieciom grunty.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2