Chłopi

13 jesień – A drzewiej, kiej jeszcze krowy pasałam tatusiowe, to baczę, że takie ze wsi wyga- niali – dodała znowu Jagustynka. – Tym się krzywda nie stanie, bo ma ją kto strzec… – i zniżając głos do szeptu, a patrząc z ukosa na Annę, co kopała na przedzie pierwszą z kraja redlinę 8 , szeptała Jagu- stynka sąsiadkom: – A pono pierwszy do obrony to ano chłop Hanki… cieka się on za Jagną kiej ten pies… – Laboga… moiściewy… cudeńka prawicie… Hale! to by już grzech i obraza boska była… – szeptały do siebie kopiąc i nie podnosząc głów. – A bo to on jeden… a to jak za suką, tak chłopaki za nią ganiają. – A bo też urodę ma, to ma; wypasiona kiej jałowica, biała na gębie, a ślepie to ma rychtyk jak te lnowe kwiatki… a mocna, że i niejeden chłop jej nie uradzi… – A bo to co robi, ino żre a wysypia się, to nie ma urodna być… Milczały długą chwilę, bo trzeba było kartofle wysypywać na kupę. A potem już z rzadka pogadywały to o tym, to o owym aż i zamilkły, bo któraś doj- rzała, że od wsi rżyskiem bieży Józka Borynianka. Jakoż i ta nadbiegała zziajana i już z daleka krzyczała: – Hanka, a chodźcie ino do chałupy, bo krowie się cosik stało. – Jezus Maria, a której?… – A to ci graniastej… a to ci… tchu złapać nie mogę… – Loboga, aże mnie zatknęło, myślałam, że mojej… – zawołała z ulgą Anna. – Witek ją co dopiero przygnał, bo gajowy ich wypędził z zagajów. Krowa się zlachała, bo taka śpaśna… i zaraz przed oborą upadła… i ani pić nie pije, ani żreć nie żre, ino się tarza, a ryczy, że loboga! – Ojca to nie ma? – Ni, tatulo jeszcze nie przyjechali. O Jezus, mój Jezus, taka krowa, co na raz dobrze i garniec mleka dawała. A chodźcież rychło. – Duchem ci lecę, w to oczymgnienie. Jakoż i wyjęła dziecko z płachty, nadziała mu czapeczkę z kutasikami, okręciła zapaską i poszła żywo, a taka była strwożona wieścią, że nawet nie opuściła wełniaka, zapomniała do cna, aż jej odsłonięte do kolan nogi bieliły się po roli. Józka biegła przodem. A kopacze, każdy okrakiem nad swoją redliną, posuwali się z wolna, kopiąc leniwiej, jako że nikt nie pilił i nie poganiał. Słońce już się przetaczało na zachód i jakby rozżarzone biegiem szalonym czerwie- niło się kołem ogromnym i zsuwało za czarne, wysokie lasy. Mrok gęstniał i pełzał już po polach; sunął bruzdami, czaił się po rowach, wzbierał w gąszczach i z wolna rozlewał się po ziemi, przygaszał, ogarniał i tłumił barwy, że tylko czuby drzew, wieże i dachy koś- cioła gorzały płomieniami. A niektórzy ściągali już z pól do domów. Głosy ludzkie, rżenia, porykiwania, turkoty wozów coraz ostrzej brzmiały w cichym, omroczonym powietrzu. 8 redlinab – odrzucona podczas orki skiba ziemi.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2