Chłopi

48 jesień jej, białą, pełną szyję – pęk różnobarwnych wstążek zwieszał się od nich na plecach i gdy szła, wił się za nią niby tęcza. Ale Jagna nie widziała zazdrosnych spojrzeń, błądziła modrymi oczami po głowach i natknąwszy się na wlepione w siebie oczy Antka, oblała się rumieńcem i pociągnąwszy matkę za rękaw, ruszyła przodem, nie czekając. – Jagna, poczekaj! – krzyknęła za nią matka witając się z Boryną. Zatrzymała się na drodze, bo i parobcy hurmem ją otoczyli i poczęli witać a przyma- wiać złośliwie Kubie, któren szedł za nią, wpatrzon kieby w obraz. Splunął jeno i powlókł się do domu, bo i gospodarze już ciągnęli, i trza było zajrzeć do koni. – Całkiem kiej na tym obrazie! – zawołał bezwiednie, siedząc już w ganku. – Kto, Kuba? – pytała Józia, szykująca obiad. Spuścił oczy, bo wstyd mu się zrobiło i strach, żeby nie poznali. Ale że obiad był syty a długi, to i wrychle zapomniał; bo mięso było, była i kapusta z grochem, był i rosół z ziemniakami, a na amen postawili niezgorszą miseczkę kaszy jęcz- miennej uprażonej ze słoniną. Jedli wolno, poważnie i w milczeniu, dopiero kiej zasycili pierwszy głód, jęli poga- dywać i smakować w jadle… Józia, że to ona dzisiaj była za gospodynią, to ino przysiadała czasami na kraju ławki, pojadała spiesznie, a pilnie baczyła, czy warza 24 nie schodzi, by przynieść z izby garnki i dołożyć, by nie powiedzieli, że w misce dnieje. A obiadowali na ganku, że to czas był cichy i ciepły. Łapa kręcił się i skamlał, to obcierał się o nogi jedzących, zazierał do misek, aż mu raz wraz ktoś rzucił kostkę jaką, z którą uciekał pod przyzbę, abo zasie ucieszon obecnością gospodarzy i że wspominano jego imię, szczekał radośnie i gonił za wróblami, co się były wieszały po płotach, oczekując na okruszyny. A drogą często ktoś przechodził i pozdrawiał jedzących, że hurmem odpowiadali. – Pono ptaszki nosiłeś dobrodziejowi? – zagadnął Boryna. – Nosiłem, nosiłem! – Położył z nagła łyżkę i jął opowiadać, jako go to ksiądz wezwał na pokoje, jako tam pięknie, że tyla księgów. – Kiedy to on wszystkie przeczyta? – ozwała się Józia. – Kiedy? A wieczorami! Chodzi se po pokojach, popija arbatę i cięgiem czyta. – Musi być…nabożne wszyćkie – wtrącił Kuba. – Przeciech nie lementarze. – A gazety to co dnia stójka przynosi – dorzuciła Hanka. – Bo w gazetach piszą, co się dzieje we świecie… – ozwał się Antek. – I kowal z młynarzem trzymają gazetę. – I… to i taka kowalowa gazeta! – rzekł urągliwie Boryna. – Takutka sama kiej księża – powiedział ostro Antek. – Czytałeś? Wiesz? 24 warzab – jedzenie.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2