Chłopi
49 jesień – Czytałem i wiem, a bo raz! – I nie zmądrzałeś nic z tego, że się zadajesz z kowalem. – La ojca to ino ten mądry, co chocia z półwłóczek ma abo i ogonów krowich z mendel 25 . – Zawrzyj gębę, pókim dobry! A to ino okazji szuka, żeby się kłyźnić! Chleb cię to rozpiera, widzę…mój chleb… – Ością on mi już stoi we grdyce, ością… – Szukaj se lepszego, na Hanczynych trzech morgach będziesz jadł bułki. – Będę żarł ziemniaki, ale mi ich niktój nie wymówi. – Nie wymawiam ci i ja… – Ino kto drugi?…Haruj jak ten wół, jeszcze ci słowa dobrego nie dadzą… – We świecie jest lekciej, nie trza robić, a dadzą wszystko… – Pewnie, że jest lepiej. – To se idź i posmakuj. – Z gołymi rękami nie pójdę. – Kijek ci dam, cobyś się miał czym od piesków oganiać. – Ociec! – wrzasnął Antek zrywając się z ławki, ale padł zaraz, bo Hanka ujęła go wpół, a stary popatrzył groźnie, przeżegnał się, jako że już było po obiedzie, i odchodząc do izby rzekł twardo: – Na wycug do ciebie nie pójdę, nie! Porozchodzili się zaraz, ino Antek ostał na ganku i medytował; a Kuba wyprowadził konie na koniczysko za stodoły, uwalił się pod brogiem, aby się przespać, ale spać nie mógł, ciężyło mu w żywocie jedzenie, a i ta myśl, że gdyby miał jaką strzelbę, toby mógł tyle ustrzelać ptaszków i zajączka niektórego, że co niedzielę nosiłby dobrodziejowi. Kowal by strzelbę zrobił, jako to i borowemu zmajstrował taką, że jak strzeli w lesie, to aż we wsi się rozlega! – Mechanik jucha! Ale pięć rubli trza mu za taką zapłacić! – rozmyślał. – Hale skąd wziąć?…na zimę idzie, kożuch trza kupić, buty też dłużej jak do Godów nie wydzierżą… Juści, winne mi są jeszcze dziesięć rubli i dwoje szmat, portki i koszulę…Kożuch choćby i z pięć…krótki będzie…buciska ze trzy…a to i czapka by się zdała…a rubla trza zanieść dobrodziejowi na wotywę za ojców…Ścierwa…że i nic nie ostanie!… – Splunął i zaczął z kieszeni w lejbiku wybierać okruchy tytoniowe i natrafił na ten pieniądz, o którym był zapomniał w czasie obiadu… – Jest ci gotowy grosz, jest! – Odechciało mu się spać nagle; od karczmy rozległ się daleki, przecedzony głos muzyki i jakby echa pokrzyków. – Tańcują se juchy i gorzałę piją, i papirosy kurzą! – westchnął i legł znowu na brzuchu, i patrzył na spętane konie, że zbiły się w kupę i gryzły po karkach, a rozmyślał, że wie- czorem musi i on zajść do karczmy i kupić sobie tytoniu, i chociaż popatrzeć na balują- cych. Raz wraz oglądał pieniądz i spoglądał na słońce, wysoko było jeszcze i szło dzisiaj tak wolno ku zachodowi, jakby se też krzynkę odpoczywało niedzielnie… A rwało go 25 mendelb – zwyczajowa miara używana nabwsi, 15 sztuk.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2