Chłopcy z Placu Broni

odpowiedni moment, wychylił się w lewo między dwoma rzędami ławek i szepnął:  – Uważaj, Boka!  A teraz Boka spojrzał na podłogę, czyli zwyczajowe miejsce przekazywania wiadomości. Rzeczywiście, papierowa kulka po- toczyła się. Z drugiej strony kartki, czyli z tej, której blondyn Nemecsek honorowo nie przeczytał, napisano:  Zbiórka o trzeciej po południu. Wybory prezydenckie. Ogłosić. Boka schował papier do kieszeni i docisnął stos spakowa- nych książek. Wybiła godzina pierwsza. Zegar elektryczny za- czął dzwonić i teraz nawet nauczyciel wiedział, że lekcja się skończyła. Zgasił palnik Bunsena, przydzielił zadanie domowe i wrócił do pracowni przyrodniczej, skąd za każdym razem, gdy otwierano drzwi, wypchane zwierzęta oraz wypchane ptaki spo- glądały szklanymi oczami, a w kącie skromnie, ale dostojnie stał najstraszliwszy ze strasznych eksponatów – pożółkły szkielet człowieka. Cała klasa pospiesznie wyszła z sali. W przestronnej, ko- lumnowej klatce schodowej rozbrzmiewał dziki rumor, słab- nący dopiero wtedy, gdy wysoka postać nauczyciela wkraczała w hałaśliwy tłum uczniów. Wtedy zawodnicy przyhamowywali, następowała chwila ciszy, ale gdy tylko profesor znikał za rogiem, wyścig rozpoczynał się od nowa. Z bramy wybiegała gromada dzieci. Połowa na prawo, połowa na lewo. Gdy wśród nich pojawiali się nauczyciele, uczniowie ściągali czapki. I tak wszyscy sunęli zmęczeni i głodni po jasnej, słonecznej ulicy. W ich głowach było jeszcze trochę oszołomienia, 9

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2