Potop

14 Żmudzin wyszedł z czeladnej, lecz po małej chwili pojawił się z powrotem i biorąc znów za drąg od żaren, rzekł z flegmą:  – Panas Kmitas.  – A słowo stało się ciałem! – wykrzyknęła panna Kulwiecówna. Prządki zerwały się na równe nogi; kądziele i wrzeciona pospadały na ziemię. Panna Aleksandra wstała także; serce jej biło jak młotem, na twarz występowały rumieńce, a po nich bladość; ale odwróciła się umyślnie od komina, żeby wzruszenia nie okazać. Wtem we drzwiach pojawiła się wyniosła jakaś postać w szubie 35 i czapce futrzanej na głowie. Młody mężczyzna postąpił na środek izby i poznawszy, że się znajduje w czeladnej, spytał dźwięcznym głosem, nie zdejmując czapki:  – Hej! a gdzie to wasza panna?  – Jestem – odpowiedziała dość pewnym głosem Billewiczówna. Usłyszawszy to, przybyły zdjął czapkę, rzucił ją na ziemię i skłoniwszy się, rzekł:  – Jam jest Andrzej Kmicic. Oczy panny Aleksandry spoczęły błyskawicą na twarzy Kmicica, a potem znów wbiły się w ziemię; przez ten czas jednak zdołała panienka dojrzeć płową jak żyto, mocno podgoloną czuprynę, smagłą cerę, siwe oczy bystro przed się patrzące, ciemny wąs i twarz młodą, orlikowatą, a wesołą i junacką. On się zaś w bok ujął lewą ręką, prawą do wąsa podniósł i tak mówił:  – Jeszczem w Lubiczu nie był, jeno tu ptakiem śpieszyłem do nóg panny łowczanki się pokłonić. Prosto z obozu mnie tu wiatr przywiał, daj Boże, szczęśliwy.  – Waćpan wiedziałeś o śmierci dziadusia podkomorzego? – spytała panna.  – Nie wiedziałem, alem go łzami rzewnymi opłakał, dobrodzieja mojego, gdym się o jego zgonie od owych szaraczków dowiedział, którzy z tych stron do mnie przy- byli. Szczery to był przyjaciel, nieledwie brat mego nieboszczyka rodzica. Pewnie wać- pannie wiadomo dobrze, że przed czterema laty aż pod Orszę do nas przybył. Wtedy mi to waćpannę obiecał i konterfekt 36 pokazał, do którego po nocach wzdychałem. Byłbym tu wcześniej przyjechał, ale wojna nie matka; ze śmiercią jedno ludzi swata. Zmieszała nieco panienkę ta śmiała mowa, więc chcąc ją na co innego odwrócić, rzekła:  – To waćpan jeszcze swojego Lubicza nie widział?  – Czas na to będzie. Tu pierwsze służby i droższy legat 37 , który naprzód chciałbym odziedziczyć. Jeno mi się waćpanna tak od komina odwracasz, żem dotąd i w oczy spojrzeć nie mógł. Ot! tak! odwróć się waćpanna, a ja od komina zajdę! – ot – tak! To rzekłszy, śmiały żołnierz chwycił niespodziewającą się takiego postępku Oleńkę za ręce i ku ognisku odwrócił, tak nią jak frygą 38 zakręciwszy. 35  Szuba  – dawne zimowe okrycie wierzchnie, podbite od spodu futrem. 36  Konterfekt  – portret. 37  Legat  – zapis. 38  Fryga  – bąk, kręcąca się zabawka.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2