Nowe przygody Marka Piegusa (również niewiarygodne)
– Skąd mogę wiedzieć? – zdziwił się Marek. – Chłopcy w twoim wieku lubią zaglądać do tajemniczych przesyłek. Na pewno ją otworzyłeś z samej ciekawości i zerknąłeś, co tam jest w środku. No, nie bój się i przyznaj, to przecież żadna zbrodnia. – Nigdy nie zaglądam do cudzych przesyłek, listów i kasetek, to nieładnie. Jak pan może posądzać mnie o takie rzeczy? Wysiadam! Nie podoba mi się ta rozmowa – Marek wzburzony zerwał się z miejsca. – O Boże, co to?! Gdzie my jesteśmy?! – spojrzał przez szybę. – Proszę zatrzymać! Minęliśmy mój blok… – Minęliśmy? Niemożliwe – Fastryga udał zdumienie. – Pan mnie umyślnie zagadał! – Ja?! Słyszycie, co on mówi? – Fastryga zwrócił się do siedzących w dwu rzędach strażaków. – Czy ja zagadywałem tego zucha? Strażacy kolejny raz roześmiali się jak na komendę bardzo brzydkim rechot- liwym śmiechem jak chór żab. Tylko jeden z nich, wielki muskularny strażak o gorylej budowie, nie roześmiał się, natomiast wydobył dwie czarne ręka- wiczki, skropił je obficie cieczą z małej buteleczki i zaczął starannie przecierać chusteczką. Ostry zapach benzyny rozszedł się po wozie. Ten widok i ten za- pach coś przypomniał Markowi, coś mało przyjemnego, bo nagle ogarnął go dziwny niepokój… po prostu zaczął się bać. – Dokąd mnie pan wiezie?! – wykrztusił przerażony. – Ja… ja nie chcę… ja wysiadam! Proszę stanąć! – To niemożliwe – Fastryga uśmiechnął się zimno. – Właśnie dostaliśmy przez radiotelefon wiadomość: nowy akt terroru! Zlokalizowano Mustafona. Wtargnął do kawiarni Baobab na Banacha i podłożył bombę zapalającą ukrytą w bukiecie kwiatów. Wybuchła, gdy wsadzano ją do wazonu. Ogólna panika i pożar! Pędzimy tam, nie wolno nam stracić ani jednej chwili! Tym bardziej, że zaraz przyjedzie telewizja i będą nas pokazywać w akcji. 24
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2