Nowe przygody Marka Piegusa (również niewiarygodne)
Rozdział I Na początku było nieposłuszeństwo pospolite. Marek kupuje anakondę. Mustafon Idiosynkrazy Czy tych fatalnych zdarzeń nie można było przewidzieć? Oczywiście, że można było, i to, co się stało w ów feralny piątek, nie było ani dla mnie, ani dla detektywa Hippollita Kwassa, ani dla nikogo, kto znał Marka, żadnym zasko- czeniem. A czy można było temu zapobiec? O, to już inna sprawa! Wszak Mar- kowi stale przytrafiały się przygody z byle czego i byłoby naiwnością mniemać, że niedawna przeprowadzka rodziny Piegusów z Bielan do Szczęśliwic mogła tu cokolwiek zmienić. Marek sam powinien o tym dobrze wiedzieć, ale… no cóż, jak wiemy, rozsądek nie należał do najsilniejszych stron tego chłopca. W piątek po południu pani Piegusowa powiedziała: – Marku, jestem na dziś umówiona z moim bioenergoterapeutą i zo- stawiam mieszkanie pod twoją opieką, bo pan Surma i Alek wrócą dopiero późnym wieczorem. O piątej przyjdą ludzie z firmy „Minotaur”, wiesz, tacy w pomarańczowych ubraniach, i będą nam zakładać alarm przeciwko zło- dziejom. Przyrzeknij, że będziesz ich pilnował i nie wyjdziesz ani na chwilę!
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2