Słoń Birara
Mały Amra · 11 – Birara! – łagodnym teraz i pieszczotliwym głosem zawołał na niego chłopczyk. Słoń przystanął, rozglądając się w ciemności; węszył przez chwilę, a potem pewnym krokiem ruszył wprost przed siebie. Zatrzymał się przed Amrą, otoczył go trąbą, chuchnął w twarz gorącym, wilgotnym oddechem i małymi, figlarnymi oczkami przyglądał się póź- nemu gościowi. – Kąpałeś się, przyjacielu? – spytał chłopak, widząc, że z boków zwierzęcia strugami spływała woda. Birara prychnął i radośnie machnął ogonem, zakończonym kitą czar- nej szczeciny. – Jutro ruszamy do dżungli, mój stary – mówił Amra, drapiąc przyjaciela koło oczu. – Odtąd ja już tylko będę twoim kornakiem… Rozumiesz? Ja! Ja! Dziadziuś nigdy nie bił cię żelaznym młotkiem, jak to czynią inni poganiacze… Ja też ni- gdy nie uderzę Birary, nigdy! Zdawało się, że słoń zrozumiał mowę małego Hindusa. Ukląkł i, obejmując go coraz tkliwiej, dął mu w twarz, mruczał i wywi- jał ogonem. – Muszę się teraz przespać, starowinko – ciągnął dalej Amra. – Wlezę do tego siana, a za to masz zapłatę! To mówiąc, chłopak wyciągnął spoza opaski banana i wrzucił go do paszczy przyjaciela. Po chwili spał już zagrzebany w trawie, której nie zdążył zjeść Birara. Słoń stał obok i długo jeszcze pomrukiwał. Miał może jakieś wątpliwości co do przyniesionej mu nowiny lub może wyrażał zadowolenie i wdzięczność za smacznego, dojrzałego banana. Wkrótce zapanowała zupełna cisza. Od czasu do czasu tylko pluskała ryba w rzece i cienko cykały uganiające się za muchami nietoperze. Birara spał. Obudziło go stąpanie innego słonia. Było to młode jeszcze i dość dzikie zwierzę, od niedawna tresowane. Zaniepokoiła go obecność nieznajomego człowieka – małego, brązo- wego chłopaka, który spał smacznie w skrzyni z sianem. Podszedł więc, węsząc podejrzliwie. W tej samej chwili jednak obudził się też Birara. Amra i Birara – przyjaźń Stosunek człowieka do zwierząt
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2