Słoń Birara

10 · F.A. Ossendowski – Słoń Birara Wstał i odszedł szybkim krokiem. Prości, pracowici ludzie nie mają czasu na długie rozmowy. Ważna sprawa, od której zależał los całej rodziny, została rozstrzyg- niętą od razu. Amra pracował do wieczora, a gdy matka zawołała wszystkich na wie- czerzę, z dumą spojrzał na pięćdziesiąt lekkich koszyczków, zawieszo- nych parami na tyczce bambusowej. Po posiłku pobiegł do miasta, unosząc ze sobą koszyki. Powrócił przed północą, obudził ojca i oddał mu zarobione cztery rupie. Wyszedłszy z chaty, Amra pobiegł na brzeg Tapti. Hindusi-kornakowie ogrodzili tam grubymi palami znaczną prze- strzeń, na której pasły się słonie. Każdy z nich miał swój żłób z prosem i jęczmieniem, a także wielką skrzynię, codziennie napełnianą trawą, cienkimi gałązkami krzaków tamaryndowych 17 , młodymi pędami bam- busów i sianem. Amra przelazł przez parkan i rozejrzał się. W zagrodzie znajdowało się trzydzieści słoni. Niektóre z nich, niby olbrzymie czarne głazy, majaczyły w mroku nocy. Stały na potwornych, do słupów podobnych nogach, z opuszczonymi trąbami i nieruchome – spały. Inne, bardziej znużone całodzienną pracą, pokładły się i leżały, głucho wzdychając. Amra stanął przy palach ogrodzenia i, wydawszy krótki świst, zawołał cicho:  – Birara! Słonie poruszyły uszami i podniosły trąby, węsząc zakłócającą ich spo- kój istotę. Nie znały chłopaka, więc jęły przestępywać z nogi na nogę i wydawać głośne chrapanie. Zupełnie wyraźnie wyrażały tym swe niezadowolenie. Amra gwizdnął raz jeszcze i powtórzył:  – Birara! Po chwili uszu chłopaka doszedł częstotliwy tupot ciężkich nóg. Nad urwistym brzegiem wyrosła olbrzymia sylwetka słonia. Wesoło pomrukując i sapiąc, śpieszył na wezwanie. 17 Krzaki tamaryndowe  – tamaryndowiec indyjski, gatunek tropikalnego drzewa o pierzastych liściach i żółtawych kwiatach, uprawianego m.in. w Indiach.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2