Baśń o dwunastu miesiącach

4 Nadszedł grudzień. Skuł świat lodem i przysypał śniegiem. Mroźny wicher gnał po polach zrywając czapki, czerwieniąc nosy i policzki. Wte- dy to właśnie gospodyni przyszedł do głowy okrutny pomysł. „Każę Ład- niutkiej iść do lasu i szukać czegoś, czego nigdy nie znajdzie, to na pewno zamarznie” – pomyślała. Jak postanowiła, tak zrobiła. Przywołała pasierbicę i rzekła: – Przynieś mi z lasu pachnące fiołki. Nie wracaj, póki ich nie narwiesz, bo cię do chaty nie wpuszczę. Załamała ręce Ładniutka i prosiła macochę: – Zlituj się nade mną. Jakże ja znajdę fiołki pod śniegiem? – A co mnie to obchodzi? – odparła gospodyni i wyrzuciła pasierbicę za drzwi. Ładniutka owinęła się chustą, na bose nogi włożyła drewniane choda- ki i z koszykiem w ręku zaczęła brnąć przez zaspy. Ostatkiem sił dotarła przemarznięta do lasu. Szła przed siebie, od sosny do świerka, od świerka do jodły, od jodły do buka, wciąż dalej i dalej w las, nie wierząc, że żywa do chaty powróci. – Fiołków przecież nie znajdę, bo nawet wiosną ich tu nie ma. Na pew- no zginę z zimna albo mnie wilki zjedzą – rozmyślała zlękniona.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2