Rok 1984

8 · Rok 1984 Nawet przez szczelnie zamknięte okno świat tchnął chłodem. Podmuchy wiatru podnosiły z jezdni maleńkie wiry pyłu i skrawków papieru. Chociaż świeciło słońce i niebo było przenikliwie błękitne, wydawało się, że wszystko oprócz porozwieszanych na ścianach plakatów jest wyprane z kolorów. Twarz mężczyzny z sumiastym wąsem wyłaniała się z każdej strony. Na fasadzie bloku naprzeciwko wisiał bilbord. OBSERWUJE CIĘ WIELKI BRAT, głosił napis, a ciemne oczy spoglądały głęboko w oczy Winstona. Rozdarty na rogu plakat, wiszący przy wejściu do bloku od strony ulicy, trzepotał niespokojnie na wietrze, na przemian zakrywając i odsłaniając jedno słowo – SOCANG. Gdzieś w oddali między dachami unosił się helikopter. Zawisł na chwilę w powietrzu jak mucha o błyszczącym metalicznym odwłoku, by nagle się poderwać i odlecieć, zataczając łuk. Był to patrol Milicji zaglądający w okna osiedla. Tym się można było nie przejmować. To było normalne zadanie pa - troli, ale Milicja Myśli to całkiem inna para kaloszy. Za plecami Winstona głos z ekranu wciąż paplał o piecach martenow - skich 2 i przekraczaniu założeń Dziewiątego Planu Trzyletniego. Teleekran jednocześnie odbierał i nadawał. Każdy dźwięk, jaki wyda Winston, chyba że będzie mówił szeptem, urządzenie wychwyci, a jeśli on sam znajdzie się w polu widzenia teleekranu, będzie go nie tylko słychać, ale i widać. Oczywiście nie wiadomo, czy kogoś w danym momencie obserwują. Jak często Milicja Myśli włącza podgląd lub jakiego używa systemu, można było tylko zgadywać. Niewyklu - czone, że wszyscy są cały czas pod obserwacją. W każdym razie wiadomo, że Milicja może się przełączać na podgląd, kiedy tylko zechce. Człowiek musi żyć i faktycznie żyje przyzwyczajony do tego, że każdy wydany dźwięk ktoś słyszy i każdemu ruchowi ktoś się przygląda, chyba że jest ciemno. Winston odwrócił się plecami do teleekranu. Tak było bezpieczniej, cho - ciaż dobrze wiedział, że nawet z pleców mogą dużo wyczytać. W odległości kilometra górowało rozległe, jaśniejące bielą nad brudnym krajobrazem Mi - nisterstwo Prawdy, jego miejsce pracy. To – pomyślał z pewnym niesmakiem – był Londyn, główne miasto Pasa Startowego 1, trzeciej pod względem liczby ludności prowincji Oceanii. Pró - bował wydobyć z pamięci wspomnienia z dzieciństwa i pytał sam siebie, czy Londyn zawsze tak wyglądał. Czy zawsze były tu zżerane wilgocią i grzybem wiktoriańskie czynszówki o krzywych, podpartych stemplami ścianach, z ok - nami łatanymi tekturą, z dachami z blachy falistej i ogródkami wielkości znaczka pocztowego, na które waliły się pochyłe ceglane ściany? Zbombardo - wane fragmenty miasta, gdzie w powietrzu wirował gipsowy pył, a wilcze 2 Piec martenowski – rodzaj pieca hutniczego. Partia – inwigilacja przy pomocy teleekranów Miejsce akcji

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2