Cudaczek-Wyśmiewaczek

10 Przy obiedzie był dalszy ciąg dąsów. Rodzice wybierali się do cioci. – Będą sami starsi – tłuma- czyła mamusia. – I późno wró- cimy. Pójdziesz do cioci innym razem. Ale panna Obrażalska nie chce in- nym razem. Chce dziś. Dlatego robi obrażoną minę i nawet ma zamiar nie jeść obiadu. Ale na stół wjeżdża grochówka. Obrażona mina znika od razu z buzi i panna Obrażalska zaczyna jeść z wielkim apetytem. Coś przy szóstej łyżce tatuś spogląda w jej stronę i mówi: – Nie chlup tak przy jedzeniu, to brzydko. Panna Obrażalska czerwieni się, odkłada łyżkę, nadyma buzię. Robi zupełnie tak, jak jej szepce do ucha Cudaczek-Wy- śmiewaczek. Po chwili mama pyta spokojnie: – Dlaczego nie jesz? – Nie potrzebuję. – To możesz podziękować i wstać. Panna Obrażalska wstała od stołu i wy- szła. Jej mały, zadarty nosek pojechał tak wysoko w górę, jakby chciał policzyć muchy na suficie. Oj, jak śmiesznie! Oj, jak się zaśmiewa w jasnych warkoczykach licho niepoczciwe, Cudaczek-Wyśmiewaczek! Tymczasem panna Obrażalska siadła w kącie w drugim pokoju nastroszona jak sowa.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2