Chłopi
23 jesień zasadzę ją i niechta se ścibie, zawżdy coś uścibie”. No i ostała, odpasła się ino i zarno się postarała o przychówek…A kto w spółce, to już różnie gadali… – Ona skarży na was. – Zakatrupię ścierwę, cygana pieskiego! – Ale do sądu trza wam iść. – Pójdę. Bóg zapłać, żeście mi powiedzieli, bo wiedziałem ino, że o zasługi – ale zapła- ciłem, na co świadków mam! A pyskacz zapowietrzony, a dziadówka! Loboga, tyle umar- twienia, że jaż chyba udzierżyć nie udzierżę – a to mi i krowa padła, że dorznąć musiałem, roboty nie pokończone, a tu człowiek sam kiej ten palec. – U wdowca to kiej między wilkami owca – powiedział znowu dziad. – O krowiem słyszał, mówili mi już na polu… – To dworska sprawa, bo pono borowy wygnał z zagajów. Najlepsza krowa! Ze trzysta złotych wartała, zegnała się, bo ciężka była, zapaliły się w niej wątpia, żem dorznąć musiał…Ale dworowi tego nie daruję…Podam do sądu. Ale wójt zaczął mu tłumaczyć i przekładać, żeby się wstrzymał, jako w pierwszej złości zawsze się źle radzi, bo stał za dworem, a w końcu, żeby zwrócić rozmowę w inną stronę, mrugnął na żonę i powiedział: – Bobyście się, Macieju, ożenili i miałby kto gospodarstwa pilnować. – Kpicie czy co?…A dyć na Zielną skończyłem pięćdziesiąt i osiem roków. Co wama też w głowie, jeszcze tamta dobrze nie ostygła… – Weźcie kobitę do swego wieku, a zaraz się wam zgoi wszystko – dodała wójtowa i jęła sprzątać ze stołu. – Dobra żona głowy mężowej korona – dorzucił dziad, obmacując miski, które przed nim postawiła wójtowa. Żachnął się Boryna, ale zamedytował głęboko, że mu to samemu do głowy nie przy- szło. Boć jaka się tam kobieta nadarzy, a zawżdy z nią lepiej niźli samemu biedować… – Która i głupia jest, i niemrawa, która znów kłótnica, która do chłopskich kołtunów sięgająca, która paparuch a latawiec po muzykach i karczmach, a zawżdy chłopu z nią lepiej i wygoda – ciągnął dziad, pojadając. – Dopiero by na wsi wydziwiali – powiedział Boryna. – Hale – ludzie wama zwrócą krowę abo i co poradzą, abo i kiele gospodarstwa cho- dzić będą, abo się nad wami użalą – zagadała gorąco wójtowa. – Albo i ciepłą pierzynę narządzą – zaśmiał się wójt. – A we wsi tyle jest dziewuch, że jak się idzie między chałupami, to bucha kiej z pieca. – Ale, widzisz go, rozpustnik… czego mu się zachciewa… – A Zośka Grzegorzowa na ten przykład, śmigła, piękna i wiano niezgorsze. – A cóż to Maciejowi potrza wiana, nie gospodarz to pierwszy we wsi? – Kto by ta miał dobra a i grontu dosyć – zaoponował dziad. – Ni, Grzegorzowa nie la nich – podjął wójt – za mdła i młódka to jeszcze. – A Jędrkowa Kasia? – wyliczała dalej wójtowa. – Zmówiona. Wczoraj Rochów Adam posyłał z wódką. – Jest ci jeszcze Stachowa Weronka.
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2