Chłopi

52 jesień Kuba poszedł prosto do szynkwasu, za którym siedział Jankiel w jarmułce i w koszuli tylko, bo ciepło było, pogłaskiwał siwą brodę, kiwał się i wyczytywał w książce, przykła- dając oczy prawie do samych kart. Kuba się namyślał, przestępował z nogi na nogę, przeliczał pieniądze, podrapywał się po kołtunach i stał tak długo, aż Jankiel spozierał na niego i nie przestając się kiwać i modlić, brzęknął raz i drugi kieliszkami… – Półkwaterek, ino krzepkiej! – zarządził wreszcie. Jankiel w milczeniu nalewał i lewą rękę wyciągał po pieniądze… – W szkło? – zapytał, zgarnąwszy do opałki zaśniedziałe miedziaki. – Juści, że nie w but!… Usunął się na sam koniec szynkwasu, wypił pierwszy kieliszek, splunął i jął poglądać po karczmie; wypił drugi, przyjrzał się buteleczce pod światło, stuknął nią mocno. – Dajcie no drugi i machorki! – rzekł śmielej, bo błoga ciepłość go przejęła po gorzałce i dziwna moc rozlała mu się po kościach. – Zasługi dzisiaj Kuba odebrał? – Gdzieby…Nowy Rok to?… – Może dolać araku? – Ale…nie chwaci… – Przeliczył pieniądze i żałośnie spojrzał na flaszkę araku. – Poborguję, albo ja to Kuby nie znam!… – Nie trzeba… chto borguje, ten się z butów zzuje… – powiedział ostro. Mimo to Jankiel postawił przed nim flaszeczkę araku. Opierał się, już nawet brał się wyjść, ale jucha harak tak zapachniał, że jaże w nosie wierciło, więc się i nie zmagał dłużej, jeno wypił nie medytując. – Zarobiliście w lesie?… – pytał Jankiel cierpliwie. – Nie w lesie… ptaszków, com je w sidła chycił, zaniesłem dobrodziejowi sześć i dali mi złotówkę… – Złotówkę za sześć! Ja bym za każdego dał Kubie dziesiątkę. – Jakże, przeciech kuropatwy to koszerne?… – zdumiał się. – Niech Kubę głowa o to nie boli… niech tylko przyniesie dużo, a za każdą dostanie zaraz do ręki po dziesiątce. Asencję 29 postawię na zgodę, co? – I po całym dziesiątku Jankiel zapłaci?… – Moje słowo nie ten wiatr. A za te sześć… to Kuba miałby nie dwa półkwaterki czy- stej, a cztery z arakiem i śledzia, i bułkę, i paczkę machorki… rozumie Kuba?… – Juści… cztery półkwaterki z arakiem i śledzia… i… juści, nie bydlem przeciech, to miarkuję… rychtyk 30 prawda! Cztery półkwaterki z harakiem… i machorka, i bułków… i całego śledzia… – Mroczyła go już wódka i nieco rozbierała. – Przyniesie Kuba?… – Cztery półkwaterki… i śledź… i… Przyniesę… Cie, żebym to miał strzelbę… – ozwał się przytomniej i jął znowu obliczać – kożuch na ten przykład z pięć rubli… buty 29 asencjab – tu: odmiana słodkiej wódki, likieru. 30 rychtykb – akurat.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2