Potop

17  – Najgorzej się przeciwiać! – odpowiedziała trzecia.  – Panną jak wrzecionem okręcił! Ale już to znać, że mu się udała bardzo, bo i komuż by się ona nie udała?  – Ale i on nie gorszy, nie bój się! Żeby ci się taki zdarzył, poszłabyś i do Orszy, choć to podobno na końcu świata.  – Szczęśliwa panna!  – Bogatym zawsze lepiej na świecie. Ej, ej! złotoż to, nie rycerz!  – Mówiły pacunelki, że i ten rotmistrz, któren jest w Pacunelach, u starego Pakosza, piękny kawaler.  – Nie widziałam ja go, ale gdzie jemu do pana Kmicica! Już takiego chyba na świecie nie ma!  – Padłas! – zawołał nagle Żmudzin, któremu znów się coś w żarnach popsuło.  – A nie pójdziesz, ty kudłaty, ze swoimi wymysłami! Dajże już spokój, bo się i dosłyszeć nie można!… Tak, tak! trudno lepszego niż pan Kmicic na całym świecie znaleźć! Pewnie i w Kiejdanach takiego nie ma!  – Taki to się i przyśni!  – Niechby się choć przyśnił… W taki to sposób rozprawiały ze sobą szlachcianki w czeladnej. Tymczasem nakry- wano co duchu w izbie stołowej, a w gościnnej siedziała panna Aleksandra sam na sam z Kmicicem, bo ciotka Kulwiecówna poszła krzątać się wedle wieczerzy. Pan Andrzej nie zdejmował wzroku z Oleńki i oczy iskrzyły mu się coraz bardziej, na koniec rzekł:  – Są ludzie, którym majętność nad wszystko milsza, inni za zdobyczą na wojnie gonią, inni się w koniach kochają, ale ja bym waćpanny za żadne skarby nie oddał! Dalibóg, im więcej patrzę, tym większa ochota do żeniaczki, żeby choć i jutro! Już tę brew to chyba waćpanna korkiem przypalonym malujesz?  – Słyszałam, że tak płoche czynią, ale jam nie taka.  – A oczy jakoby z nieba! Od konfuzji 42 słów mnie brakuje.  – Nie bardzoś waćpan skonfundowany, gdy tak obcesem na mnie nastajesz, aż mnie i dziwno.  – To też obyczaj nasz smoleński: do niewiast czy w ogień śmiało iść. Musisz, kró- lowo, do tego przywyknąć, bo tak zawsze będzie.  – Musisz waćpan odwyknąć, bo nie może tak być.  – Może się i poddam, niech mnie usieką! Wierz, waćpanna, nie wierz, a rad bym ci nieba przychylić! Dla ciebie, mój królu, gotówem się i obyczajów innych uczyć, bo wiem to do siebie, żem żołnierz prostak i w obozie więcej bywałem niźli na pokojach dworskich.  – Ejże, nic to nie szkodzi, bo i mój dziaduś żołnierzem był, ale dziękuję za dobrą chęć! – odrzekła Oleńka i oczy jej spojrzały tak słodko na pana Andrzeja, że mu od razu serce jak wosk stopniało i odrzekł: 42  Konfuzja  – zmieszanie, zakłopotanie.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2