Nowe przygody Marka Piegusa (również niewiarygodne)

– W rzeczy samej – westchnął Mustafon. – Prawdę mówiąc, cały jestem mniej lub więcej sztuczny i nieprawdziwy – to mówiąc, ściągnął z głowy kę- dzierzawą perukę, odsłaniając krótko ostrzyżone na jeża włosy lisiego koloru, po prostu – rude. – Czemu masz taką minę? Coś nie tak? – Kim pan naprawdę jest?! – wybełkotał płaczliwie Marek. – Dobre pytanie – Mustafon parsknął jak koń. – W tej chwili, moje dziecko, jestem śmiertelnie zmęczonym człowiekiem, osaczają mnie i nie mam już szans dotrzeć do celu. Ale chyba jestem niedaleko… To jest ulica Archiwistów, prawda? – Tak, proszę pana. – A zatem jeszcze nie wszystko stracone… nie wszystko stracone – sapał grubas, wachlując się kędzierzawą peruką. – Pozostało zapasowe wyjście, wa- riant awaryjny… ulica Archiwistów numer jedenaście, który to dom, synku? Marek, zaskoczony, zmarszczył brwi. – To ten drugi wieżowiec z żółtymi balkonami. Ja tam mieszkam. – Znasz niejakich Piegusów? – zapytał grubas. Marka aż zamurowało… Poczuł rosnący niepokój. Nie był pewien, czy dobrze postąpił, wdając się w rozmowę z podejrzanym nieznajomym i zdra- dzając mu swój adres. No, ale stało się, i skoro już się wygadał, to może warto przynajmniej dowiedzieć się, o co temu grubasowi chodzi. – Ja właśnie jestem Piegus – oświadczył śmiało. – Ty?! – Mustafon przyjrzał mu się uważnie. – Chyba mnie nie nabierasz… twoja powierzchowność zgadza się z opisem, tak, zupełnie się zgadza… – Z czyim opisem?! Z jakim opisem! – zdenerwował się Marek, ale Mu- stafon poklepał go tylko po ramionach z poufałością może trochę przesadną. – Ty masz kuzyna Alka, prawda? Czy jest w domu? – zapytał. – Nie, proszę pana, wyjechał na cały dzień do Izabelina na konferencję z Japończykami od dżudo… – No cóż, synku, w takim razie muszę cię o coś poprosić, to nam uprości sprawę. Przepraszam, ale nie mam innej alternatywy. – Mnie? Poprosić? – Marek nastroszył się instynktownie. – Wyglądasz na uczciwego chłopca, zresztą, jak powiedziałem, nie mam innego wyjścia – to mówiąc, wcisnął zdumionemu Markowi swoją czerwoną reklamówkę. – Weź… i zaopiekuj się tym! Tylko przez parę godzin – dodał szybko. Marek spojrzał nieufnie. – Co tam jest w środku? – Zobacz! Marek zajrzał do reklamówki, a potem wsadził do niej rękę i wyciągnął dużą, misternie rzeźbioną szkatułkę. 13

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2