Nowe przygody Marka Piegusa (również niewiarygodne)

kontynentów (z wyjątkiem oczywiście Antarktydy), w tym okazy najbardziej jadowite. Podobno ich obserwacja w trakcie jedzenia przysmaków znako- micie pobudzała apetyt i zwiększała obroty cukierni. Tu także w każdy wtorek i piątek miłośnicy węży, czyli ofiofile, oraz sprytni handlarze urządzali sobie prywatną, i chyba nielegalną w świetle przepisów, giełdę tych cieszących się coraz większym zainteresowaniem zwierząt, tu wreszcie oficjalnie odbywali swoje zebrania członkowie Konfraterni Hodowców Węży Jadowitych, natomiast nieoficjalnie i nieco wstydliwie zaglądali do Salamandry utytuło- wani członkowie Akademickiego Towarzystwa Ofiologicznego, gdy chcieli na własne oczy zobaczyć jakiś rzadki okaz gada, którego dotąd znali tylko z opisu. Tego dnia też, jako że był to piątek, Salamandra zapchana była ofiofilami i handlarzami. Marek rozglądał się uważnie, lecz Sylka nie zauważył. Naj- gorsze obawy i podejrzenia zaczęły na nowo przychodzić mu do głowy. Może Baruch zniecierpliwiony czekaniem i spóźnialstwemMarka opylił węże komuś innemu, łamiąc umowę wstępną, którą zawarł był rano z Markiem, i ulotnił się? W takim razie ktoś powinien go widzieć. By się upewnić, Marek podszedł do bufetu, gdzie królowała Liliana, wiotka, melancholijna dziewczyna o dłu- gich rzęsach. – Przepraszam – zagaił – czy nie widziała pani chłopca z dwoma wężami? Pani go zna, to taki okrągły okularnik, taki serdel… nosi mysz w kieszeni. – Serdel? – Nazywa się Baruszyński. Sylek, albo Sylwek Baruszyński. – Ach, trzeba było od razu tak mówić – rozjaśniła się Liliana. – To ten szkolny prezes od zwierzątek, miły chłopak, pożyczył mi na imieniny mówiącą papugę. Była bardzo dobrze wychowana i mówiła gościom same komple- menty. Wszyscy byli zachwyceni!… Nie, niestety, prezesa dzisiaj tu jeszcze nie widziałam, ale nie gorączkuj się tak, może przyjdzie, tylko się trochę spóźni. Mówił mi, że ostatnio ma jakieś kłopoty w domu i jest bardzo zajęty. Siądź, poczekaj parę minut i zjedz swoje ulubione pistacjowe lody! – kusiła. – Dzisiaj z okazji giełdy jako stały klient dostaniesz ode mnie dwie porcje w cenie jednej! „Liliana może mieć rację – pomyślał Marek. – Prezes po prostu się spóźni i wiadomo, z jakiego powodu, z powodu Baleriny. To macocha, to ta okropna macocha pewnie zatrzymała go w chacie i dręczy solmizacją.” Nieco uspokojony tym wyjaśnieniem Marek dał się namówić Lilianie na „podwójne pistacjowe z rumem”, usiadł przy drzwiach i czekał. Kończył właśnie zajadać pierwszą porcję i zastanawiał się, czy zjeść drugą, gdy usłyszał gwar wielu głosów i do zatłoczonego lokalu wepchała się gromadka nowych gości, wszyscy w wieku szkolnym. Rozgadani i podnieceni otaczali małego 16

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2