Nowe przygody Marka Piegusa (również niewiarygodne)
– Nic mu nie przyniosłem! – odparł Marek, starając się opanować nerwy. – Nie tylko nic nie przyniosłem, ale, przeciwnie, przyszedłem coś mu zabrać, a raczej coś kupić. – Coś?! – Któreś z tych obrzydliwych zwierząt, jak pani mówi. Zgadzam się z panią, że Sylek ma ich chyba za dużo. Spokojny ton Marka zrobił pewne wrażenie na Balerinie. – Co cię interesuje na przykład? – Anakondy. – Anakondy?! – wykrzyknęła Balerina. – Myślisz o tych strasznych dusicie- lach? – Tak, właśnie o nich. Pani ich nie lubi, a ja akurat mam na nie chętkę… Chyba niezgrabnie się wyraził i Balerina zaraz to wykorzystała. – Ty masz chętkę, ale czy inni w twoim domu też? – Nie… nie bardzo rozumiem – zmieszał się Marek. – Pytam, czy twoja matka wie, czym ją chcesz uszczęśliwić? Czy jest świa- doma twoich obłędnych pomysłów? Zaraz do niej zadzwonię i zapytam. Jaki macie numer? – Nasz telefon jeszcze nie jest podłączony – zełgał Marek. – Naprawdę? Sprawdzimy w biurze numerów. Wejdź na chwilę – otwo- rzyła drzwi. – A ty ćwicz, nie przerywaj! – zganiła prezesa Barucha, który wystraszony pojawił się w przedpokoju i dawał Markowi jakieś rozpaczliwe niezrozumiałe znaki. Marek pojął, że sprawy źle stoją. – To ja już sobie pójdę… nie przeszkadzam, porozmawiamy kiedy indziej – oznajmił, starając się, by jego rejterada 10 nie wyglądała na tchórzliwą ucieczkę. – Zaczekaj – powiedziała Balerina już łagodnie, z dziwnym uśmiechem na dużych czerwonych ustach. – Napijesz się herbaty i pogawędzimy. Czy nikt ci nie mówił, że masz niezwykły tembr głosu? Powinieneś ćwiczyć… Zrobię ci próbę solmizacji. Sprawdzę twój słuch. Ale Marek nie miał najmniejszej ochoty pakować się w ręce tej niebez- piecznej kobiety i przytomnie dał dyla. Zwolnił dopiero na dole schodów, gdy zobaczył, że nikt go nie ściga. Spojrzał na zegarek i przestraszył się. Była za dziesięć piąta. W żaden sposób nie zdąży na piątą wrócić do domu… Czy ci ludzie od alarmu zechcą zaczekać pod drzwiami? Popędził na najbliższy przystanek, ale dwie sekundy za późno. Czerwony autobus właśnie ru- szał. Marek bezradnie odprowadził go wzrokiem. 10 Rejterada – wycofanie się, rezygnacja z jakichś planów. 19
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2