Nowe przygody Marka Piegusa (również niewiarygodne)

Za to gdzieś blisko odezwał się jęk syreny. Zza rogu ulicy wyłonił się długi biało-niebiesko-pomarańczowy wóz z pokracznym, czarnym napisem „Rua- tonim”. Marek wytrzeszczył oczy. Nigdy jeszcze nie widział podobnego we- hikułu. Z przodu wyglądał jak ultranowoczesny ambulans służby zdrowia, a z tyłu – jak wóz strażacki, ale dość nietypowy. Prócz złożonych drabin i zwiniętych węży sikawek widać było inny dziwny sprzęt niewiadomego prze- znaczenia, a spod pokrowców sterczały groźnie szare lufy. Czyżby armatek wodnych? Zdziwienie Marka wzrosło do czwartej potęgi, gdy ten niezwykły wehikuł zatrzymał się tuż przed nim. Syrena umilkła, drzwi otworzyły się. W środku w dwu rzędach siedzieli strażacy, wszyscy ubrani w pomarań- czowe żaroodporne hełmy i uniformy. I wszyscy w grubych, różowych, za- pewne ochronnych okularach. Z wozu wychylił się zwalisty strażak ze złotymi gwiazdkami na epoletach i hełmie. Wyglądał na komendanta sekcji. Miał kwa- dratową szczękę, oczy zasłaniały mu takie jak u innych, podobne do gogli, wielkie okulary o grubych szkłach. Jego brzydką, wyraźnie zdeformowaną twarz szpeciły dodatkowo liczne blizny i szramy. – Cześć, zuchu! – powiedział do Marka. – Co cię tak zamurowało? Nie po- doba ci się moja twarz? Faktycznie, nosi pewne pamiątki po naszych bojowych akcjach. Wielokroć była zszywana, łatana i cerowana. Dlatego nazywają mnie Fastryga. – Fastryga? – skrzywił się Marek. – Ja bym pana nazwał Superstraża- kiem . – Dziękuję. Pochlebiasz mi, chłopcze – uśmiechnął się Fastryga. – Sym- patyczny małolat z ciebie. Sądzę, że nie odmówisz nam informacji. Czy nie widziałeś w okolicy biegnącego śmiesznego grubasa z parasolem? – A bo co? – odpowiedział Marek pytaniem na py- tanie. Na wszelki wypadek postanowił być ostrożny w wypowiedziach. – To niebezpieczny piroman – wyjaśnił Fa- stryga. – Podpalacz terrorysta. Ścigamy go. – Te… terrorysta? – Marek ściągnął brwi. – Nie zachowywał się jak terrorysta, raczej jak zbieg… wystra- szony zbieg! – Więc jednak widziałeś go! – zauważył z uśmiechem Fa- stryga. – Tak, ale nie miałem pojęcia, że to terrorysta. – On się świetnie maskuje i przybiera kabotyńskie pozy 11 . Ale to groźny przestępca. 11 Kabotyńskie pozy – zachowanie obliczone na wywołanie konkretnego efektu. 20

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2