Nowe przygody Marka Piegusa (również niewiarygodne)
– Już powiedziałem – rozzłościł się Marek. – Niech pan mi da spokój, bo mam tego po same dziurki w nosie. – Znakomicie, jak chcesz, zuchu – Fastryga uśmiechnął się kwaśno i sięgnął po radiotelefon. Przez chwilę rozmawiał z kimś półgłosem, po czym nacisnął guziczek przy swoim fotelu. Syrena strażacka dostała czkawki i umilkła, włą- czył się natomiast urywany sygnał dźwiękowy karetki pogotowia. Na ten sygnał strażacy powstali z miejsc, ściągnęli pomarańczowe hełmy tudzież uniformy i wtedy okazało się, że każdy z nich miał przy pasie kaburę z pistoletem. Wydostali spod ławek plastikowe torby, wyjęli z nich białe far- tuchy oraz czepki służby zdrowia i zaczęli sprawnie się przebierać… Marek patrzył na to wszystko z rosnącym osłupieniem. – Co tu się dzieje? – wybełkotał. – Spoko, chłopcze, to tylko mała zmiana planu – rzekł Fastryga. – Przed minutką otrzymałem wiadomość, że było przekłamanie na linii. Zniekształcono wiadomość o ka- wiarni Baobab z winy naszego agenta, który ma pypcia na języku. W rzeczywistości podłożono tam nie bombę, lecz bombonierkę, i nie wybuchło, tylko nadmiernie spuchło… kucharzowi ciasto drożdżowe. Pożaru w Baobabie więc nie ma i dziś chyba nie będzie, bo Mustafona widziano już w Izabelinie. Przeniknął do Fundacji Zdrowia Alberta, podając się za profesora, specjalistę od leczenia izotopem kobaltu, i demonstrując tak zwaną bombę kobaltową. Nietrudno się domyślić, że nie była to żadna bomba kobaltowa, lecz terrorystyczna bomba wybuchowa… – Rozumiem, pożaru nie będzie – rzekł markotnie Marek – ale po co oni wdziewają białe fartuchy? – wskazał na strażaków. – To mała transformacja, chłopcze. Pora, bym ci wyjaśnił pewne rzeczy. Nowoczesna ekonomia pracy wymaga wykorzystania czasu i energii tych dzielnych ludzi w systemie non-stop! Czasy tradycyjnych wąskoprofesjonal- nych strażaków skończyły się. „Ruatonim” jest nowym sprywatyzowanym przedsiębiorstwem o szerokim wachlarzu specjalności. Wchodzimy w skład Agencji Uniwersalnej Ochrony „Agguno”. Walczymy nie tylko z ogniem, lecz z każdym innym żywiołem, z każdym zagrożeniem życia, zdrowia i majątku. Jak powiedziałem, zanosi się na nowe kłopoty z Mustafonem. Wzywają nas do Izabelina. Jedziemy tam pod sztandarem służby zdrowia, zaskoczymy Mu- stafona, obezwładnimy i… udzielimy mu fachowej pomocy medycznej. Fastryga uśmiechnął się krzywo swoją zszywaną gębą. – Wy? Pomocy medycznej?! – Marek spojrzał na niego nieufnie. – Świadczymy pełny asortyment usług w tym zakresie, także usługi psychia- tryczne tudzież chirurgiczne, łącznie z przeszczepami serca i wątroby. Przy sposobności robimy gratis pedicure, co bardzo sobie chwalą nasze klientki. 26
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2