Nowe przygody Marka Piegusa (również niewiarygodne)
– A wracając do cioci Dory – dodała matka już w drzwiach – bądź dla niej, synku, bardziej grzeczny. – Kiedy ona wciąż mi zagląda do gardła i każe połykać pastylki. – Ale pożyczyła nam pół miliarda starych złotych 2 na mieszkanie. Po- myśl o tych miliardach, synku, a przełkniesz jej pastylki gładko. Kiedy matka wyszła, Marek ponownie spojrzał na zegar i zakręcił się niespokojnie. Dochodziła czwarta, a o tej właśnie godzinie miał odbyć ważne spotkanie w Salamandrze właśnie z prezesem Baruszyń- skim, czyli Baruchem, i dokonać życiowej transakcji, a mianowicie za- kupu na wyjątkowo korzystnych warunkach dwu węży dusicieli. Chodziło o dwie młodziutkie, zaledwie metrowej długości anakondy, ale Marek liczył na to, że uda mu się podchować „maleństwa” do czasu, aż osiągną podaną w encyklopedii długość jedenastu metrów. Tym sposobem Marek zostałby właścicielem najdłuższych dusicieli w kraju. To była kusząca perspektywa… Skąd ta okazja na tani zakup? Otóż od pewnego czasu mówiło się w bu- dzie, że prezes jest w poważnych opa ł ach domowych. I rzeczywiście, Marek sam to potwierdził wczoraj, kiedy spotkał Sylka po drodze do szkoły. Biedny Baruch wyglądał jak siedem nieszczęść. Jego dawniej pełne rumiane policzki były zapadnięte i pobladłe, jego niegdyś żywe oczka za okularkami teraz były podpuchłe tudzież zaczerwienione i wydawały się jeszcze mniejsze niż zwykle. Mówił cicho, nieswoim chropawym głosem, a jego ulubiona tresowana biała myszka Miki, którą stale nosił w kieszeni, łaziła mu po szyi i twarzy, domagając się żałosnym piskiem śniadania, lecz on nawet tego nie zauważył. Świadczyło to niewątpliwie o głębi jego prostracji 3 . – Co z tobą, chłopie? – zapytał ze współczuciem Marek. – Nie pytaj – zachrypił Sylek – to już koniec. – O czym ty mówisz? Koniec czego? – Wszystkiego – zajęczał. – Koniec z moimi zwierzętami i ze mną też ko- niec…Ona powiedziała, że sprzeda moje zwierzęta, a jak nie kupią, to odda je do uśpienia, bo tylko zabierają mi czas, bo przez nie marnuję moje zdolności i nie rozwijam się… W domu będzie tolerowała tylko kanarka albo… kotka. – Tak powiedziała? Ale… ale kto? – Jak to kto?! No, ona, ta malowana balerina. – Ba… balerina? – wytrzeszczył oczy Marek. – No, pani Baruszyńska numer dwa – Baruch uśmiechnął się gorzko. – Ty nie wiesz, że teraz mam nową, piękną mamę? 2 Pół miliarda starych złotych – akcja powieści dzieje się niedługo po denominacji złotego w 1995 r., czyli zmianie przelicznika waluty. Zanim ludzie przyzwyczaili się do nowych liczb, w rozmowach między sobą podawali, ile to było „starych złotych”. 3 Prostracja – skrajne zmęczenie psychiczne. 7
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2