Nowe przygody Marka Piegusa (również niewiarygodne)
Zatkało mnie. – Na zawsze? – Nie wiem. Moje ciotki mówią, że ona zatrzymała się u nas tylko prze- lotnie, po drodze do Metropolitan Opery w Nowym Jorku albo do Hollywood. Jest młoda, energiczna, troskliwa i lubi uszczęśliwiać. Mnie też postanowiła… Powiedziała, że dotąd rosłem jak psi grzybek pod płotem, a naprawdę to je- stem brylant… – Brylant? Ty? – Nieoszlifowany. Tak powiedziała. I powiedziała, że ona mnie oszlifuje i postara się mądrze, z pożytkiem dla mojej kariery, zagospodarować mój wolny czas. – Ładnie powiedziane. – A wszystko dlatego, że nie chce być jak te złe macochy z bajek i przy- rzekła mojemu tacie, że zadba o moją przyszłość. Tak mi powiedziała. – Niebezpieczna historia! Przestraszyłeś się? – Z początku nie bardzo, ale potem… – głos prezesa załamał się, otarł oczy. – Co potem? – dopytywał Marek. – Czy ty wiesz, co ona mi zrobiła? – No… zaczęła organizować ci wolny czas. – Właśnie, ale jak? Marek wzruszył ramionami. – Zgadnij! – No, nie wiem… Zafundowała ci lekcje tenisa? – Ba, żeby to! – jęknął Baruch. – Może kurs komputerowy? – Gdzie tam, ona gardzi komputerami. Mówi, że zabijają prawdziwą sztukę. Wpadła na bardziej oryginalny pomysł. – Załatwiła ci kurs chińskiego? – Nie, nie zgadłeś. – No to nie wiem. – Ona powiedziała, że mam dobry głos i słuch i że zrobi ze mnie śpiewaka, tenora! – Śp i ewaka?! Tenora?! – Marek wytrzeszczył oczy. – Operowego. Ona jest bardzo ambitna. – O… operowego tenora?! Z ciebie? To obłęd. – No właśnie. Ale ona tak nie uważa. Wmówiła sobie, że mogę zostać sławnym artystą, takim jak Caruso, Kiepura czy Pavarotti… I na początek urządziła mi po trzy godziny solmizacji dziennie. – So… solmizacji? 8
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2