Nowe przygody Marka Piegusa (również niewiarygodne)

– No, wiesz, musisz czytać nuty z solfeża 4 i wyśpiewywać: do-do, re-re, mi- mi, fa-fa… całą gamę do góry i z powrotem, a potem jeszcze inaczej: sol mi, sol mi, la sol, la sol i parasol. Oszaleć można. Tak mi dosoliła, bracie! Trzy godziny dziennie aż do zachrypnięcia! – To okropne! – wykrzyknął Marek, przejęty losem prezesa. – Nie mam już na nic czasu – jęknął Baruch – nawet tyle, żeby nakarmić zwierzaki. Najbardziej żal mi anakond dusicieli. Widziałeś je, są milutkie… – No, nie wiem, czy to słowo akurat pasuje do nich – rzekł Marek. – Ja bym powiedział, że są po prostu wspaniałe i… groźne. Lubię groźne zwierzęta – dodał po chwili. – To jeszcze mikrusy, mają dopiero po metrze wzrostu, prawie nie- mowlaki, ale zobaczysz, jak urosną. Wtedy dopiero będą groźne! – oznajmił Baruch. – Niestety, nie doczekamy tego – dodał po- nuro. – Jutro ma się ukazać to ogłoszenie w gazecie o ich sprzedaży. Balerina już dziś wsadziła je do wanny i za- mknęła łazienkę na klucz. Nie wiem zupełnie, co robić… jak je ratować… – otarł zaczerwienione oczy. I wtedy nagle olśniła Marka śmiała myśl: to jest prze- cież jedyna życiowa okazja, żeby stać się szczęśliwym posiadaczem dusicieli, i byłby głupkiem żołędnym, gdyby jej nie wykorzystał, powiedział więc do Barucha: – Sytuacja jest krytyczna, ale uszy do góry, Baruch, nie płacz! Oca l imy te maleństwa! Sylek ściągnął brwi. – Ciekawym jak – jęknął. – Wezmę je do siebie. – Żartujesz! – Baruch z wrażenia zdjął okulary. – Po prostu kup i ę… – oświadczył Marek – jeśli sprzedasz mi tanio – dodał Marek. – Tanio? – No, wiesz, to specjalna sytuacja… a ja nie śmierdzę groszem… więc jeśli nie policzysz drogo… – Nie policzę – rzekł szybko Sylek. – Sprzedam ci za pół darmo z uwagi… no właśnie z uwagi na horrendalną sytuację 5 . Dasz tylko stówę. – Za oba? 4 Solfeż – książka służąca do ćwiczeń w odczytywaniu nut. 5 Horrendalny – tutaj: straszny, dramatyczny. 9

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2