Opowieści nadzwyczajne
Berenice · 7 Wszakże nadaremnie by twierdzono, żem nie istniał uprzednio – że duch mój nie posiadał trwania przedstworzennego. Przeczycie temu? Poniechajmy wszelkich pod tym względem sporów. Mam przekonanie osobiste i nie za- mierzam przekonywać innych. Istnieje zresztą pewne wspomnienie kształ- tów bezcielesnych – oczu niewidzialnych a wymownych – dźwięków melo- dyjnych a pełnych melancholii – wspomnienie, które się wzbrania wszelkim odlotom – rodzaj pamięci podobnej do mętnego, zmiennego, nieokreślonego cienia, i dopóki mój duch będzie słoneczniał, dopóty nie mogę się zgodzić na rozłąkę z tym cieniem, który jest rzeczywistością. W tej to właśnie komnacie przyszedłem na świat. Z odmętów długiej nocy, która miała pozór, lecz nie była nicością, wyłoniłem się po to, aby wkroczyć nagle w krainę baśni, w pałacowe przepychy fantazji, w dziwaczne dziedziny myśli i wiedzy klasztornej. Nie dziw tedy, że przerażonym a płomiennym wzrokiem badałem świat dookolny – że dzieciństwo spędziłemwśród ksiąg, a młodość roztrwoniłem na marzeniach; lecz zastanawia ta okoliczność, że gdy lata upływały i południe dojrzałego wieku zastało mnie jeszcze żywcem w gnieździe mych przodków – zastana- wia, powtarzam, ta okoliczność, że bijące źródła mojego życia zaprawiły się nagłym zastojem, że w kierunku najwłaściwszego mi myślenia stał się prze- wrót zupełny. Zjawiska rzeczywistości potrącały o mnie jako sny, i tylko jako sny, podczas gdy szaleńcze pomysły z krainy snów stały się w zamian nie tylko strawą mego codziennego istnienia, lecz stanowczo jedynym i całkowi- tym istnieniem w samym sobie. * * * Z Berenice łączyły mnie węzły pokrewieństwa i wzra- staliśmy razem w gnieździe ojczystym. Lecz wzrastaliśmy odmiennie, ja – chorowity i spowinięty w melancholię, ona zwinna, urocza i obdarzona nadmiarem sił żywotnych; jej dziełem była włóczęga po wzgórzach, moim – samotnicze zgłębianie ksiąg; jam żył sam w sobie, ciałem i duchem oddany najusilniejszym i najmozolniejszym roz- myślaniom – ona bez troski szła przez życie, nie myśląc o cieniach, tkwiących na drodze, i o niemym odlocie kruczo oskrzydlonych godzin. Berenice! Wymawiam jej imię – Berenice! – i ze zmurszałych ruin mej pa- mięci, na skinienie tego dźwięku, wynika tysiąc burzliwych wspomnień! Ach, postać jej żywcem stoi mi w oczach, jak w pierwszych dniach na szych uniesień i naszego wesela! O, wspaniałe, a jednak fantastyczne piękno! Egeusz – melancholia Egeusz – pokrewieństwo z Berenice
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2