Wielki Rybak

Rozdział 11 · 237  – Precz z kuglarzem! Wszerokimholu tłumgapiów rozstąpił się przed uzdrowionym, który szedł naprzód drobnym, niepewnym krokiem. Miał w oczach łzy, dolna warga mu drgała. Widzowie rozdziawili usta, wpatrzeni wwykrzywioną twarz, i czyniąc przejście młodzieńcowi, deptali stopy sąsiadów. Gdy ich mijał, stali wmilcze- niu, bez uśmiechu, jakby zobaczyli powstałego z martwych. Tymczasem deszcz ustał, słońce zaświeciło jasno. Przerażony tłum opusz- czał dom powoli i bezszelestnie. Goście z Jerozolimy stali zwartą, szepczącą grupą przy oknie na werandę, zatłoczoną teraz odchodzącymi. Natan cośmówił, a stary Ben-Szolem uroczyście potakiwał głową. Jair rzucił im krótkie spojrze- nie i uznał, że wypełnił obowiązki gospodarza. Odtąd czcigodny Ben-Szolem mógł sam zajmować się gośćmi. Jezus osunął się na krzesło przy drzwiach, zupełnie wyczerpany. Jego łokcie spoczywały na szerokich poręczach, a pochyloną głowę podtrzymywały białe, drżące dłonie. Słysząc kroki Jaira, powoli uniósł głowę i uśmiechnął się słabo. Kropelki potu pokrywały blade czoło. Mozaika z Bazyliki Sant’Apollinare Nuovo w Rawennie przedstawiająca opisane w Ewangelii uzdrowienie paralityka opuszczonego na noszach ze stropu, ok. VI w.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzE1NzM2